Rozdział XXXIX

Weekend minął Wice i Marco na porządkach i układaniu. Przestawiali meble i dopasowywali wszystko do własnych wymogów. Jako, że poprzednie mieszkanie było mniejsze a Wika nie miała aż tylu swoich rzeczy, do tego części pozbyła się w momencie kiedy myślała, że opuści Rotterdam, szło im wszystko bardzo sprawnie. 

Chociaż Wika nie do końca jeszcze wróciła do siebie, starała się jak mogła aby nie dać tego po sobie poznać. W sobotę rano Marco przyniósł jej do łóżka gorącą kawę i razem wpatrywali się w przesuwające się chmury nad ich głowami. Gdy w końcu zeszli na śniadanie i okazało się, że stół był już nakryty a na stole wszystko już czekało i wystarczyło tylko zabrać się za jedzenie. Widać było jak bardzo zależało Marco aby wszystko było idealnie. Po śniadaniu nie dał jej dotknąć naczyń i sam ochoczo zabrał się za zmywanie. Potem razem ruszyli dalej sprzątać. Na lunch zamówili pizzę i zjedli ją na swoim nowym tarasie, który teraz był udekorowany rzeźbami z tarasu ze starego mieszkania. Trzeba było przyznać, że nawet świetnie się tam komponowały. Popołudniu porządki trwały dalej ale na niedzielę zostało im tylko rozpakowanie ubrań w garderobie i zagospodarowanie sypialni.

- Dosyć na dzisiaj! Wykonaliśmy kawał dobrej roboty!

- Jeszcze nie zdążyłam wyłożyć książek!

- Masz ich całe 10 sztuk!

-12!

- Dobra... 12! Szalenie dużo!

- Wiesz dobrze, że byłoby ich więcej gdybym miała więcej czasu!

- Na szczęście go mie masz! Inaczej przepadłabyś w jakiejś księgarni!

- Nie miałabym nic przeciwko!

- To zrobimy tak! Masz teraz jeszcze 15 minut na te swoje książki.

- A potem co?

- Potem wchodzić pod prysznic i widzimy się za pół godziny na dole.

- Tylko 15 minut? Na prysznic?

- Zdążysz! - Pocałował ją w czoło i wyszedł z pokoju wołając za sobą. 15 minut!

- Ale 15 minut na mój prysznic to za mało!

- Zawsze możesz do mnie dołączyć już teraz!

- Kuszące ale przemyślę to! Moje książki czekają! 

- A czas ucieka!

Wika jakoś ciągle nie była w romantycznym nastroju i wolała swoje książki niż podchody Marco. Nic na siłę. Musiał to jakoś przeboleć. W jej głowie ciągle był dzień poprzedni i nie wiadomo dlaczego nie mogła zapomnieć o Lotte.

Marco szybko wziął prysznic i pobiegł do kuchni. Gdy Wika zeszła na dół czekał ją stół przykryty do romantycznej kolacji. Nie mogła uwierzyć jak w tak krótkim czasie Marco tego dokonał.

- Jesteś czarodziejem?

- Jeśli tego sobie życzysz to mogę być i czarodziejem! - podszedł do stołu i odsunął dla niej krzesło po czym sam zaczął nakładać jedzenie na talerze i gdy wszystko było już gotowe zasiadł z drugiej strony stołu.

- Przepyszne. - Zachwycała się Wika. - Nadal nie wiem jak dokonałeś tego w tak krótkim czasie!

- To tylko spaghetti! 15 minut i wszystko gotowe! Sekret włoskiej kuchni. Mało roboty, dobry a zawsze dobry efekt. 

- Ale przecież wiesz, że nie musiałeś niczego robić.  To był ciężki dzień, a właściwie cały tydzień. 

- Ale chciałem.  To nasz pierwszy weekend w nowym miejscu i chcę żebyś go zapamiętała jak najlepiej.

- Jak będziesz się tak zawsze starał to przestane to doceniać!

- A ja zapamiętam tą uwagę na przyszłość! Robić mniej!

- Nie! Teraz to już oczekuję takich kolacji co najmniej raz w tygodniu.

- No to sobie narobiłem! Teraz nie wiem czy powonieniem w ogóle pokazać co jeszcze przygotowałem. 

- A jest coś jeszcze?

- Kolacja bez deseru? Jak ty sobie to wyobrażałaś?

- Zaszalałeś! To dawaj ten deser! - Marco szybko przyniósł pucharki lodów

- Niestety tylko lody ale za to jakie!

- I z owocami! No się postarałeś!

- To dostanę nagrodę?

- No tak... zawsze musi być nagroda? To jaka jest cena, którą muszę zapłacić za te twoje starania? 

- Wysoka! 

- To może od razu zacznę się od nowa pakować póki jeszcze nie wszystko opuściło kartony?

- Poczekaj sekundę! - Marko wyszedł z kuchni i po chwili wrócił z ogromnym bukietem kwiatów. Wika patrzyła na niego zaskoczona.

- Myślałam, że miała być kara a nie kolejna nagroda... teraz to chyba już nigdy się nie wypłacę! - Marko patrzył na nią przez chwilę po czym uklęknął.

- Co ty wyprawiasz?

- Wika, wiem, że to szalone. Może się jeszcze nie znamy ale mamy na to całe życie. Zostaniesz moją żoną? - Wika nic nie odpowiedziała tylko wpatrywała się z przerażoną miną na pierścionek, który w ręku trzymał Marco.

- Wiem, że się tego nie spodziewałaś i o tym nie rozmawialiśmy ale daj mi chociaż jeden powód dla, którego miałabyś mi odmówić?

- Bo cię nie znam?

- Mamy na to całe życie! Ile razy mam to powtarzać?

- Marco... to szalone. Ty też mnie zupełnie nie znasz.

- Ale chcę poznać i będę miał na to czas.

- Marco nie.

- Wika. Nie mówię o ślubie już jutro.

- No to po co tak się spieszysz? I jak sobie to wyobrażasz?

- Zwyczajnie? Chcę wziąć z tobą ślub po prostu. I mogę na ten dzień poczekać. 

- Marco zwariowałeś. To wszystko dzieje się za szybko.

- Właśnie! Musimy łapać tą chwilę. Co z tego jeśli to nie wyjdzie jeśli teraz jesteśmy szczęśliwi? Któregoś dnia wspomnisz ten dzień i powiesz, że nie zmarnowałaś życia bo wykorzystałaś szanse losu.

- Chcesz powiedzieć, że odmawiając marnuje swoje życie?

- Nie. Chce powiedzieć, że nie próbując, któregoś dnia możesz się obudzić z myślą, że dlaczego nie spróbowałaś? To tylko zaręczyny. Jeszcze nie stajemy przed ołtarzem.

- Wiesz, że jakoś nie jestem pozytywnie nastawiona do ślubów.

- Tym bardziej dlaczego nie spróbować? Jedna przygoda w życiu więcej!

- Szalona, zwariowana przygoda!

- A może jedyna i  niepowtarzalna?

- Marco naprawdę to wszystko jest zbyć szybko. Nie wiem czy potrafię tak jak ty podejmować decyzje od ręki bez zastanowienia.

- Spróbowałaś już raz. Zamieszkaliśmy razem!

- Właśnie! I to była decyzja podjęta dwa tygodnie temu!

- Żałujesz jej?

- Jeszcze nie. Nie miałam nawet czasu się nad tym zastanowić. 

- A zakładasz, że będziesz?

- Nie wiem.

- A co powiesz na to.. weźmiesz teraz ten pierścionek i założysz go w momencie, kiedy się zdecydujesz. Lub mi go zwrócisz.

- Marco ale to jest oszukiwanie.

- Dlaczego?

- Ja bym chciała powiedzieć tak, naprawdę ale nie wiem czy kiedyś będę do tego zdolna. - Marco zamilkł na chwilę i patrzył na pierścionek po czym wziął rękę Wiki i wsunął jej go na palec a ona jakby bezwolnie przyglądała się temu co robi. 

- I jakie to uczucie? - Zapytał. - Coś się zmieniło?

- Nie wiem. Ale jest przepiękny. - Przyjrzała się dłużej swojej ręce teraz już z pierścionkiem i pocałowała Marco.- Dziękuję.

- Czy to jest zgoda?

- Nie wiem. Powiedzmy, że to nie jest odmowa. 

- To już krok do przodu.

- Daj mi czas. Ale niczego nie obiecuję. Przepraszam, że nie potrafię tak po prostu być spontaniczna.

- Już ci mówiłem, że przy mnie się nauczysz! To co? Dokładka lodów?

- Zawsze! - Marco poszedł do blatu i zaczął przygotowywać kolejną porcję deseru. Wika podeszła obok. Przesunęła rzeczy, które tam stały po czym usiadła na blacie obok Marco.

- Co robisz?

- Próbuję być spontaniczna? Nie o to ci chodziło? - Przyciągnęła go do siebie i mocno pocałowała.

- A deser?

- Poczeka... - Marco nie opierał się ani chwili. 


-------------------------------------------------


Wika and Marco spent the weekend cleaning and arranging. They rearranged the furniture and adjusted everything to their own requirements. As the previous apartment was smaller and Wika did not have so many of her belongings, she also got rid of some of them when she thought she would leave Rotterdam, everything went very smoothly.

Although Wika has not fully returned to herself, she did her best not to let it show. On Saturday morning Marco brought hot coffee to her bed and together they stared at the passing clouds above their heads. When they finally went down to breakfast and it turned out that the table was already set and everything was waiting on the table and it was enough to start eating. It was evident how much Marco wanted everything to be perfect. After breakfast, he refused to let her touch the dishes and eagerly started washing. Then they continued cleaning together. They ordered pizzas for lunch and ate it on their new terrace, which was now decorated with carvings from the terrace from the old apartment. It had to be admitted that they even matched perfectly there. In the afternoon, the cleanup continued, but for Sunday they only had to unpack their clothes in the wardrobe and arrange the bedroom.

- Enough for today! We did a great job!

- I haven't had time to put the books out yet!

- You've got 10 of them!

- 12!

- Okay ... 12! Crazy Lot!

- You know very well that there would be more if I had more time!

- Lucky you don't have one! Otherwise, you would be lost in some bookstore!

- I would not mind!

- We'll do it like this! You now have 15 more minutes for these books of yours.

- Then what?

- Then get in the shower and see you downstairs in half an hour.

- Only 15 minutes? For a shower?

- You'll make it! He kissed her forehead and left the room calling after him. 15 minutes!

- But 15 minutes for my shower is not enough!

- You can always join me now!

- Tempting but I'll think about it! My books are waiting!

- And time is running out!

Somehow Wika was still not in a romantic mood and preferred her books to Marco's tricks. Nothing by force. He had to get over it somehow. The day before was still in her head, and it is not known why she could not forget Lotte.

Marco quickly took a shower and ran to the kitchen. When Wika came downstairs, a table was waiting for her, covered with a romantic dinner. She couldn't believe how Marco had done it in such a short time.

- You are a wizard?

- If you wish, I can also be a wizard! - He came to the table and pushed back the chair for her, then he himself began to put food on the plates and when everything was ready he sat down on the other side of the table.

- Delicious. Wika was delighted. - I still don't know how you did it in such a short time!

- It's just spaghetti! 15 minutes and you're all set! The secret of Italian cuisine. Little work, good and always good effect.

- But you know you didn't have to do anything." It was a hard day, a whole week, actually.

- But I wanted to. This is our first weekend in a new place and I want you to remember it as well as possible.

- If you always try so hard, you will stop appreciating it!

- And I will remember this remark for the future! Doing Less!

- No! Now I expect such dinners at least once a week.

- That's what I did! Now I don't know if I should show you what else I have prepared.

- Anything else?

- Dinner without dessert? How did you imagine it?

- You went crazy! Then give me that dessert! Marco quickly brought the ice cream cups

- Unfortunately, only ice cream, but what!

- And with fruit! You made an effort!

- Will I get an award?

- Well ... there must always be a prize? So what is the price I have to pay for your efforts?

- Really high!

- Maybe I will start packing again right away until everything has left the boxes?

- Wait for a second! Marko left the kitchen and came back with a huge bouquet of flowers. Wika looked at him in surprise.

- I thought that there was supposed to be a punishment, not another award ... now I will probably never pay out again! Marko looked at her for a moment and then knelt down.

- What are you doing?

- Wika, I know it's crazy. Maybe we don't know each other yet, but we have all our lives for it. Will you be my wife? Wika said nothing but stared with a terrified expression at the ring that Marco was holding in his hand.

- I know you didn't expect it and we didn't talk about it, but give me at least one reason to refuse me?

- Because I do not know you?

- We have all our lives for this! How many times do I have to repeat this?

- Marco ... that's crazy. You don't know me at all either.

- But I want to know and I'll have time for it.

- Marco doesn't.

- Wika. I'm not talking about getting married tomorrow.

- Then why are you in such a hurry? And how do you imagine it?

- Just? I just want to marry you. And I can wait for that day.

- Marco is crazy. It's all happening too fast.

- Exactly! We have to catch this moment. So what if it doesn't work out if we're happy now? One day you will remember that day and say that you did not waste your life because you used the chances of fate.

- Are you saying that refusing is wasting your life?

- No. He's saying that by not trying, one day you might wake up thinking why didn't you try? It's just an engagement. We are not yet standing in front of the altar.

- You know that somehow I'm not positive about weddings.

- Even more so why not try? One more adventure in life!

- Crazy, crazy adventure!

- Or maybe one and only?

- Marco really is all to get rid of quickly. I don't know if I can, like you, make decisions right away without thinking.

- You tried once. We live together!

- Exactly! And that was a decision made two weeks ago!

- Do you feel sorry for her?

- Not yet. I didn't even have time to think about it.

- And you assume you will?

- I do not know.

- How about this .. now take this ring and put it on when you make up your mind. Or give it back to me.

- Marco, this is cheating.

- Why?

- I would like to say yes, really, but I don't know if I will ever be able to do it. - Marco was silent for a moment and looked at the ring, then he took Wiki's hand and put it on her finger and she was watching what she was doing.

- How does it feel? - He asked. - Something has changed?

- I do not know. But it is beautiful. She took a long look at her hand now with the ring and kissed Marco. Thank you.

- Is that an agreement?

- I do not know. Let's say it's not a denial.

- It's already a step forward.

- Give me time. But I don't promise anything. I'm sorry I can't just be spontaneous.

- I already told you that with me you will learn! So what? Some more ice cream?

- Always! Marco went to the counter and began to prepare another batch of dessert. Wika approached. She shifted the things that were standing there then sat down on the counter next to Marco.

- What are you doing?

- I'm trying to be spontaneous? Isn't that what you meant? She pulled him close and kissed him hard.

- And the dessert?

- Wait ... - Marco didn't resist a moment.

Komentarze

Popularne posty