Rozdział XXXVIII
Pierwszy tydzień w biurze minął Wice w ekspresowym tempie. Masa rzeczy nowych rzeczy, z którymi musiała się zapoznać plus wymogi i przygotowanie oferty. Wypełniało to każdą minutę a do tego mieli już pierwsze zlecenie do którego powoli zaczynali przygotowania co wiązało się z wizytami w terenie i nawiązywaniem kontaktów z kontrahentami i klientami.
Pierwsze zlecenie nie było może bardzo wymagające ale od niego mogła zależeć nie tylko przyszła współpraca z nowym klientem ale mogło to zaważyć na całej opinii o firmie. Pierwszy sukces lub porażka mogły dać wiele zleceń lub pogrążyć j ich już na samym początku.
Klientem był duży znany developer, na szczęście znajomy Karla, który przygotowywał się do oddania osiedla nowoczesnych apartamentów. Zadaniem firmy było przygotowanie planów apartamentów pokazowych oraz późniejsze wykonanie tego wystroju oraz przygotowanie planów wystroju wnętrz na zamówienie klientów dewelopera zgodnie z ich wymogami gdyby zdecydowali się na zakup. Oprócz wystroju wnętrz firma miała się zająć również zagospodarowaniem wolnej przestrzeni pomiędzy apartamentami zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz budynków. Jako, że osiedle było w całości zamknięte i przeznaczone, patrząc po cenach, dla ludzi bardzo bogatych, znajdował się tam również basen i siłownia.
Planowanie i kalkulacje szły sprawnie i chociaż doszło do kilku zgrzytów pomiędzy Wiką a Tomem szybko doszli oni do porozumienia. Pierwsze dni minęły na docieraniu się zespołu, jednak bez obecności szefa, który nie pojawił się więcej w biurze.
Gdy Wika wróciła w piątek do mieszkania miała ochotę tylko na relaks ale czekało ją zupełnie coś innego. Dzień wcześniej samochód do przeprowadzki zabrał większość ich rzeczy do domu i teraz zostało im tylko ostatnie sprzątanie i oddanie kluczy.
Gdy Wika weszła do mieszkania Marco już tam był. Wyszedł wcześniej z pracy aby być pewnym, że ze wszystkim zdążą na czas. Kilka pudeł stało jeszcze przy drzwiach, podłoga wyglądała na świeżo umytą a spod prysznica lała się woda. Wszystko wyglądało na gotowe.
Wika uśmiechnęła się do siebie i wyszła na taras spojrzeć jeszcze raz na ten cudowny widok, który tak ją zachwucił pierwszego dnia.
- Wika? - Marco siedział na tarasie i wydawał się zaskoczony jej widokiem.
- Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. Myślałam, że jesteś pod prysznicem. Woda się leje.
- A tak...
- I mówisz to z takim spokojem? Jeszcze zalejemy mieszkanie ostatniego dnia pobyty. Jakim sposobem zapomniałeś wyłączyć wodę pod prysznicem?
- Nie to nie ja, znaczy nie zapomniałem, znaczy to Lotte.
- Jaka znowu Lotte?
- Właścicielka mieszkania.
- Właścicielka mieszkania? Jest tutaj? I bierze prysznic w naszym, znaczy twoim? No dobra... jej miszkaniu? Nie mogła poczekać aż się wyprowadzimy?
- Zadzwoniła do mnie rano czy jestem w stanie wcześniej oddać klucze bo chciałaby przygotować mieszkanie. O 20 mają tu być jacyś nowi lokatorzy. Zależało jej na czasie.
- Mogłeś mi powiedzieć. Przyszłabym szybciej i Ci pomogła.
- Nie chciałem Ci przeszkadzać w pracy.
- Ale nadal nie rozumiem dlaczego ona bierze tu prysznic?
- Przyszła chwilę po tym jak wróciłem do mieszkania. Chciała pomóc jako, że nas pospieszyła. To miłe z jej strony. Teraz się kąpie. Nic nadzwyczajnego.
- To może powinnam być zdziwiona, że do niej nie dołączyłeś?
- Wika proszę cię! Sprzątaliśmy a teraz ona się myje po sprzątaniu. Mówiła, że ma jakąś randkę czy ważne spotkanie. Nie do końca jasno to powiedziała.
Po chwili na tarasie pojawiła się Lotte. Trochę młodsza, chudsza i ładniejsza niż spodziewała się Wika.
- Ty musisz być Wika. - Zapiszczała i wykonała jeszcze wiele gestów i podskoków jak mały piesek cieszący się na powrót właściciela do domu.
Wika patrzyła na nią nie pewnie przez chwilę po czym odezwał się Marco.
- To teraz wszystko gotowe. Zabieramy rzeczy i oddajemy ci klucze!
- Oj Marco taka szkoda, że się wyprowadzasz! O tak przystojnego lokatora to ciężko! Do kogo będę teraz wpadała na piwo? Zaprosicie mnie tam kiedyś do siebie, co?
Wika nadal nie odezwała się ani słowem.
- Oj co tak oboje milczycie? Ten widok zapiera dech w piersiach, wiem. - Mówiła sama do siebie jakby nie zauważyła konsternacji na twarzach zarówno Wiki jak i Marco. - Macie jeszcze dużo pudeł jak je przewieziecie?
- Na rowerach? - W końcu odpowiedziała Wika.
- Na rowerach? A jak zacznie padać? Wszystko zmoknie!
- To tylko 15 minut. Nic nam ani naszym rzeczom nie będzie.
- Nie ma mowy! Jestem samochodem. Zaraz wszystko zapakujemy. Podacie mi adres i poczekam na was na miejscu.
- Naprawdę dziękujemy. Poradzimy sobie. - Odpowiedziała szorstko Wika.
- Nie przyjmuje odmowy! - Po czym wymaszerowała z tarasu nie dająć Wice czasu więcej protestować.
W ciszy zapakowali ostatnie pudła do samochodu po czym kazało się, że do samochodu można przyczepić również rowery. Marco ochoczo przyczepił swój a Wika odmówiła po czym wsiadła na swój i odjechała. Była zupełnie zła zarówno na siebie jaki na sytuację. Nie była pewna co właściwie się wydarzyło. Lotte była ładna. Zbyt ładna jak na zwykłą koleżankę. Ale z drugiej strony, który facet wystawiałby swoja kochankę tak na widok? Było jasne, że nie była tylko zwykłą właścicielką mieszkania. Po tym co powiedziała wyraźnie znali się lepiej z Marco. A on też wydawał się trochę zmieszany gdy zobaczył ją po wejściu na taras. Czuła się nie pewnie. Nie wiedziała czy chce jechać teraz do domu. czy to w ogóle był dobry pomysł. Przecież zupełnie go nie znała. Nie wiedziała czy w ogóle mu ufa. Ale z drugiej strony dopiero co zaczynali. Mieli zacząć coś zupełnie nowego. Bez rozpamiętywania przeszłości.
Jechała do domu okrężną drogą nie bardzo wiedząc czy chce tam być. Zobaczyć ich, przyjrzeć się bliżej jak zachowują się w swoim towarzystwie czy odpuścić i zachowywać się jakby nic nie zauważyła. W końcu postanowiła stawić czoła sytuacji.
Gdy dojechała przed domem stał tam już rower Marco ale nie widziała nigdzie samochodu Lotte. Weszła do domu, kartony stały wszędzie porozstawiane. Nowe tylko zawaliły pomieszczenie jeszcze bardziej, ale nie widziała Marco. Zeszła do ogrodu i wtedy usłyszała śmiech. Był to Marco z Lotta na tarasie.
- O jesteś! Martwiliśmy się, że tak długo Cię nie ma. - Zawołała Lotte. Po chwili zeszli oboje z Marco na dół. - Piękny dom. Sama bym chętnie w nim zamieszkała!
- A może jeszcze z Marco. - Pomyślała Wika.
- No nic, muszę się już zbierać. Ale czekam na to piwo u was na tarasie któregoś dnia! Do zobaczenia. - I nie czekając na odpowiedź wyszła z domu.
Wika powoli podeszła do lodówki. Wyciągnęła jedno piwo. Otworzyła je o wypiła duży łyk. - Jak to dobrze, że o tym wczoraj pamiętaliśmy. - Pomyślała.
Marco stał na środku pokoju i wpatrywał się w nią. Ominęła go łukiem i wyszła na ogród. Usiadła na krześle bujanym i patrzyła się przed siebie. Po chwili wrócił Marco z własnym piwem.
- Jesteś zła o Lotte?
- Nie wiem.
- Jesteś albo nie jesteś. To chyba proste.
- Proste? Przychodzę do domu a w nim jakaś laska bierze prysznic. Oprócz niej w mieszkaniu jest tylko mój facet. Wyraźnie widać, że dobrze się znają. Mam być szczęśliwa?
- Inaczej sobie wyobrażałem naszą przeprowadzkę.
- Wyobraź sobie, że ja też.
- No to czemu tak się zachowujesz?
- A jak ty byś się zachował w takiej sytuacji?
- Pozwoliłem Ci pracować z Karlem.
- To nie jest argument. On nie bierze pryszniców u nas w domu. Poza tym, pewnie cie to ucieszy, że nie widziałam go od poniedziałku od podpisania umowy.
- Histeryzujesz. Co miałem jej powiedzieć?
- Chociażby nie? Dziękuję, poradzimy sobie?
- Dobra może mogłem ale po co? Nie musieliśmy się męczyć z kartonami.
- Dla ciebie wszystko jest takie proste i oczywiste?
- Wika. Jesteśmy razem? Jesteśmy. Jeśli zdecydowałem się na to, a teraz mieszkamy razem to chyba nie będę od razu pierwszego dnia robił nie wiadomo co z kimś innym.
- Jesteś Włochem.
- A to co ma znaczyć?
- Wszystkie chwyty dozwolone?
- Teraz to trochę przesadziłaś!
- Może trochę ale spójrz na to racjonalnie. Jam mam reagować? Prawie cię nie znam. Nie wiem jak zachowujesz się w takich sytuacjach. Wiem jak zachowałeś się wobec mnie ale zachowanie przy każdej osobie jest inne.
- Mam ci teraz streścić wszystkie moje poprzednie związki?
- Nie o to chodzi.
- A o co? Wytłumacz mi bo nic nie rozumiem.
- Wszystko po prostu dzieje się tak szybko, że nie wiem już co mam myśleć.
- Masz mi uwierzyć albo to nie będzie miało żadnego sensu.
- Ja chce ci wierzyć. Ale to jest trudniejsze niż myślałam.
- Właśnie teraz jest ten czas żebyśmy się lepiej poznali.
- Nie rozumiesz.
- Czego znowu?
- Ja chcę cię poznać ale ze wszystkich stron.
- To znaczy?
- Chcę poznać cię nie tylko jako faceta, który mieszka ze mną w a domu. Nie takiego jaki jesteś gdy jesteśmy sami. Chce poznać cię wśród rodziny i przyjaciół. Każdy z nas w takich sytuacjach zachowuje się inaczej.
- Obiecuję ci, że poznasz mnie we wszystkich sytuacjach jakich tylko będziesz chciała. Tylko daj mi... daj nam czas.
Wika milczała i palcem skrobała etykietę butelki.
- Wika?
- Dziękuję, że tak walczysz.
- Powiedziałem A to teraz muszę powiedzieć B.
- Nie musisz, ale mimo wszystko to robisz.
- Do końca alfabetu masz czas.
- To już stawiasz limity?
- Jeśli dasz mi szansę to obiecuję, że nie dojdziemy nawet do połowy alfabetu!
- Czyny a nie...
- Wiem, wiem... czyny a nie słowa! Pamiętam! - Oboje zaczęli się śmiać. Marco wstał i podszedł do Wiki, nachylił się, pocałował ją w usta i zapytał . - To co zaczynamy nowy rozdział?
- Zaczynamy. - Podał jej rękę aby pomóc jej wstać i razem poszli układać pudła i je rozpakowywać. Wieczór i noc minęły na rozmieszczeniu wszystkich rzeczy, chociaż i tak nie starczyło im czasu na wszystko. Tańczyli i śpiewali w rytm muzyki. Gdy skończyli ustawianie w kuchni i salonie był już dawno środek nocy. Zamiast przygotować łóżko rzucili tylko koc na kanapę i zasnęli jak dzieci, zmęczeni wykonaną pracą. Cały weekend czekało ich doprowadzanie domu do porządku i stworzenie ich własnego miejsca. Ich domu.
---------------------------------------------
The first week in the office passed by Wice at an express pace. Lots of things, new things that she had to read, plus requirements and preparation of the offer. It filled every minute and they already had the first order for which they were slowly starting preparations, which involved field visits and establishing contacts with contractors and customers.
The first order was perhaps not very demanding, but not only future cooperation with a new client could depend on it, but it could have influenced the entire opinion about the company. The first success or failure could have given many orders or brought them down from the very beginning.
The client was a well-known developer, fortunately, a friend of Karl, who was preparing to hand over a modern apartment estate. The task of the company was to prepare the plans for the show apartments and the subsequent implementation of this decor as well as the preparation of interior design plans ordered by the developer's clients in accordance with their requirements if they decided to purchase. In addition to interior design, the company was also to deal with the development of free space between the apartments, both inside and outside the buildings. As the estate was completely closed and intended, looking at prices, for very rich people, there was also a swimming pool and a gym.
Planning and calculations went smoothly, and although there were a few glitches between Wika and Tom, they quickly came to an agreement. The first days were passed with the team breaking in but without the presence of the boss, who never showed up in the office.
When Wika returned to her apartment on Friday, she only wanted to relax, but something completely different awaited her. The day before, the moving car had taken most of their belongings home and now they only had the last cleaning and returning the keys.
When Wika entered the apartment Marco was already there. He left work early to be sure that everything would be on time. Several boxes were still standing by the door, the floor looked freshly washed and water was pouring from the shower. Everything looked ready.
Wika smiled to herself and went out on the terrace to take another look at this wonderful view, which made her so impressed on the first day.
- Wika? Marco was sitting on the terrace and seemed surprised to see her.
- You look like you've seen a ghost. I thought you were in the shower. The water is pouring.
- Oh yeah ...
- And you say it with such calm? We will flood the apartment on the last day of our stay. How did you forget to turn off the water in the shower?
- No, it's not me, I mean I have not forgotten, I mean Lotte.
- What's Lotte again?
- Flat owner.
- Flat owner? She is here? And she's taking a shower in ours, I mean yours? Okay ... her flat? She couldn't wait for us to move out?
- She called me in the morning if I am able to return the keys earlier because she would like to prepare the apartment. There are supposed to be some new tenants here at 8 pm. She wanted time.
- You could have told me. I would come sooner and help you.
- I didn't want to disturb you at work.
- But I still don't understand why she's taking a shower here?
- She came here a while after I got back to the apartment. She wanted to help as she hurried us. That's nice of her. He's bathing now. Nothing special.
- Then maybe I should be surprised you didn't join her?
- Wika, please! We cleaned up and now she washes after cleaning. She said she had a date or an important meeting. She didn't quite say it clearly.
After a moment Lotte appeared on the terrace. A bit younger, thinner, and prettier than Wika expected.
- You must be Wika. She squealed and made many more gestures and jumps like a little dog looking forward to the owner's return home.
Wika looked at her uneasily for a moment and then Marco spoke up.
- It's all ready now. We take your things and give you the keys!
- Oh, Marco, it's such a pity that you're moving out! Oh, such a handsome tenant, it's hard! Who will I be dropping by for a beer now? You're gonna invite me over there sometime, huh?
Wika still didn't say a word.
- Oh what are you both silent? The view is breathtaking, I know. She was talking to herself as if she hadn't noticed the consternation on the faces of both Wiki and Marco. - Do you have a lot of boxes when you transport them?
- On bicycles? - Finally replied Wika.
- On bicycles? How will it start to rain? Everything will get wet!
- It's only 15 minutes. We and our things will be fine.
- No way! I am a car. We'll pack everything right away. Give me your address and I'll wait for you there.
- Really thank you. We'll manage. Wika replied harshly.
- I don't take no! - After which she marched from the terrace not to give the Vice time to protest anymore.
In silence, they packed the last boxes into the car, and then it turned out that bicycles can also be attached to the car. Marco eagerly attached his and Wika refused and then got on hers and left. She was completely angry with herself and the situation. She wasn't sure what actually happened. Lotte was pretty. Too pretty for an ordinary friend. But on the other hand, which guy would expose his lover to such a sight? It was clear that she was not just the owner of the apartment. After what she said, they clearly knew Marco better. And he, too, seemed a little confused when he saw her on the terrace. She felt unsure. She didn't know if she wanted to go home now. was it even a good idea? She didn't know him at all. She didn't know if she trusted him at all. But on the other hand, they were just starting. They were going to start something completely new. Without dwelling on the past.
She drove home on a detour, not really sure if she wanted to be there. See them, take a closer look at how they behave in their company or let go and act as if she didn't notice anything. Eventually, she decided to face the situation.
When she arrived in front of the house, Marco's bike was already standing there, but Lotte's car was nowhere to be seen. She entered the house, the boxes were stacked everywhere. The new ones just collapsed the room even more, but she couldn't see Marco. She went down to the garden and then heard a laugh. It was Marco with Lotta on the terrace.
- Oh there you are! We were worried you were away for so long. Called Lotte. After a while, both Marco and I went downstairs. - Beautiful house. I would love to live in it myself!
- Or maybe with Marco. Wika thought.
- Nothing, I have to go now. But I am waiting for this beer on your terrace one day! See you soon. And without waiting for an answer, she left the house.
Wika slowly walked over to the refrigerator. She pulled out one beer. She opened it and took a long sip. - How good that we remembered about it yesterday. - She thought.
Marco was standing in the center of the room, staring at her. She avoided him and went out into the garden. She sat down in the rocking chair and stared straight ahead. Marco returned after a while with his own beer.
- Are you angry about Lotte?
- I do not know.
- You are or you are not. I guess it's simple.
- Simple? I come home and a chick is taking a shower. Apart from her, there is only my guy in the apartment. It is clear that they know each other well. Should I be happy?
- I imagined our move differently.
- Imagine me too.
- Then why are you acting like this?
- And how would you behave in such a situation?
- I let you work with Karl.
- That is not an argument. He doesn't shower at our house. Besides, you'll be glad that I haven't seen him since we signed the contract on Monday.
- You're hysterical. What was I supposed to tell her?
- Even not? Thank you, can we handle it?
- Okay, maybe I could, but why? We didn't have to bother with cardboard boxes.
- Everything is so simple and obvious to you?
- Wika. We are together? We're. If I decided to do it, and now we live together, I probably won't be doing somebody else on the first day.
- Aren't you Italian?
- What's that supposed to mean?
- All tricks allowed?
- Now you've been overdoing it!
- Maybe a little, but look at it rationally. Am I to react? I barely know you. I don't know how you behave in such situations. I know how you acted towards me, but each person's behavior is different.
- Shall I summarize for you now all my previous relationships?
- It's not that.
- What about? Explain to me because I don't understand anything.
Everything just happens so fast I don't know what to think anymore.
- Believe me, or it won't make any sense.
- I want to believe you. But it is more difficult than I thought.
- Right now is the time to get to know each other better.
- Do not understand.
- What again?
- I want to meet you, but from all sides.
- It means?
- I want to meet you not only as of the guy who lives with me at home. Not who you are when we're alone. I want to meet you among family and friends. Each of us behaves differently in such situations.
- I promise you that you will get to know me in all situations you want. Just give me ... give us time.
Wika was silent and was scratching the label of the bottle with her finger.
- Wika?
- Thank you for fighting this way.
- I said And now I have to say B.
- You don't have to, but you do it anyway.
- You have time to finish the alphabet.
- So you set the limits?
- If you give me a chance, I promise we won't even get to half the alphabet!"
- Deeds and not ...
- I know, I know ... deeds, not words! I remember! They both started laughing. Marco got up and walked over to the Wiki, leaned in, kissed her on the lips, and asked. - So what are we starting a new chapter?
- Let's begin. - He gave her a hand to help her get up, and they went together to stack the boxes and unpack them. Night and night passed with the arrangement of all the things, although they still had no time for everything. They danced and sang to the music. By the time they finished setting up the kitchen and living room, it was long past the middle of the night. Instead of making the bed ready, they just threw a blanket on the couch and fell asleep like children, tired of the work done. It took them all weekend to clean up the house and create their own place. Their home.

Komentarze
Prześlij komentarz