Rozdział XL
W niedzielę Marco obudził się pierwszy. Wika miała jedną rękę wsuniętą pod poduszkę a drugą pod głową jakby ją podtrzymywała. Przyglądał jej się nie poruszając nie chcąc jej obudzić. Obserwował ją, jej piegi, zmarszczki, porozrzucane wszędzie dookoła włosy. Na jej palcu błyszczał się pierścionek. Nie ściągnęła go. Może nie zdążyła a może po prostu nie chciała. Tego nie wiedział, ale samo to, że go miała na palcu sprawiało, że uśmiechał się sam do siebie. Gdy tak wpatrywał się w nią otworzyła w końcu oczy.
- Dzień dobry. - Powiedziała cicho.
- Dzień dobry. - Odpowiedział i pocałował ją najpierw w czoło a później złapał jej rękę i pocałował w dłoń. Położył swoją głowę znowu na poduszkę i nie wypuszczając jej dłoni dalej się w nią wpatrywał.
- Czemu tak mi się przyglądasz?
- Wyglądasz tak spokojnie.
- Moje włosy pewnie mówią coś zupełnie innego.
- Wyglądasz ślicznie jak zawsze. Cieszę się, że jesteś tu teraz ze mną wiesz?
- Ten pierścionek mówi sam za siebie.
- Nie ściągnęłaś go.
- Tak jak obiecałam zastanowię się. Ale daj mi czas.
- Masz tyle czasu ile tylko potrzebujesz. - Pocałował ją kolejny raz w dłoń. Wpatrywali się tak w siebie. Wika zaczęła bawić się lokami Marco na głowie.
- Uwielbiam to wiesz?
- Co? Molestować moje włosy?
- To takie relaksujące. Nie wiem czemu ale tak jest.
- To w takim razie masz pełną swobodę. - Nastała chwilowa cisza po czym Wika pocałowała Marco, delikatnie i bardzo powoli. Położyła ponownie głowę na poduszce. Stykali się praktycznie głowami. Zaczęli wymieniać drobne pocałunki. Po czym coraz silniejsze i coraz dłuższe. Tego ranka kochali się jak nigdy dotąd. Z inną pasją i swobodą. Powoli, ciesząc się każdym centymetrem swoich ciał. Oboje wiedzieli, że ich relacja stała się inna. Jakby nagle zaczęli sobie ufać.
Po wszystkim długo leżeli wtuleni w siebie. Wika wsłuchiwała się w bijące serce Marco a on opowiadał jej różne historie ze swojej przeszłości.
- Marco?
- Tak? Zanudzam cię?
- Nie. Ale jest problem.
- Jaki problem?
- Nie chce mi się ruszyć a jestem taka głodna...
- Chyba nigdy nie poznałem nikogo takiego jak ty!
- Nie wiem czy mam brać to za komplement.
- Oczywiście, że tak! Wszystkie dziewczyny zazwyczaj nie chcą jeść a ty tylko ciągle jesteś głodna!
- To zdecydowanie nie jest komplement! - Wzięła poduszkę i walnęła nią prosto w twarz Marco. On nie pozostał jej dłużny i oddał jej tym samym. Przez dłuższą chwilę trwała walka na poduszki po czym znowu zaczęli się całować. Wika był już w połowie ściągania koszulki z Marco gdy zadzwonił telefon.
Przez chwilę wsłuchiwali się czy przestanie. Gdy w końcu zamilkł, wrócili do swojego zajęcia jednak telefon zadzwonił ponownie. Zirytowana Wika poszła sprawdzić kto to taki męczy ich w niedzielę z samego rana.
Okazało się, że to Beatrice a godzina nie była tak wczesna. Dochodziła już prawie pierwsza w południe.
- Kto i jakim prawem zawraca nam głowę?
- Beatriz oszalała. Chce żebym jednak zorganizowała im wesele.
- No to świetnie! Czemu masz taka minę?
- Bo to są znajomi z pracy. Mają raczej wysokie oczekiwania. Co jeśli coś pójdzie nie tak?
- A co ma pójść nie tak?
- Cokolwiek?
- To odmów!
- Jak mam odmówić? To są znajomi z pracy!
- To przyjmij!
- Ale nie powinnam!
- Komplikujesz! Za bardzo analizujesz! Chcesz tego czy nie?
- Chce ale nie powinnam. Ale muszę.
- Dopóki cię nie poznałem nie myślałem, że podejmowanie decyzji może być takie skomplikowane!
- Nie lubię podejmować decyzji. Żadnych!
- Zauważyłem. To dowiem się czy się zgodziłaś?
- Nie. Znaczy nie wiem. Jeszcze nic nie odpowiedziałam. Porozmawiam z nimi i wtedy zdecyduję.
- No to idealnie. Wracaj do łóżka.
- No nie bardzo.
- A to czemu znowu?
- O 15 zapraszają nas na obiad. Dzisiaj o 15.
- Nas?
- Nie wiesz, że tak wygląda życie w parze? Każdy od tego momentu zaprasza cię w parze, a nawet gdy nie to i tak, nawet jeśli ich to wkurwia, że zabierasz osobę towarzyszącą ze sobą to tego oczekują.
- To mam iść czy nie?
- Tak oni biorą ślub. To para. Pary spotykają się z parami.
- Życie jest skomplikowane jak tak je przedstawiasz!
- Wiem... cóż... zbieraj się! Nie mamy dużo czasu!
- Do 15 daleko... - I zaczął ją powili całować w szyję.
- Widziałeś zegarek?
- Nie. A powinienem?
- Dochodzi 13!
- No i co? Spóźnimy się najwyżej trochę!
- Marco! Ruszaj tyłek! Idę pod prysznic i musimy się zbierać do wyjścia!
- Nie byłaś głodna?
- Jakoś wytrzymam! Mam nadzieję, że obiad na który nas zaprosili będzie smaczny! - Marco nie przestawał jej całować a ona jakby tego nie zauważała.
- Co ty wyprawiasz?
- 5 minut i daje ci spokój?
- Jakie 5 minut? Później będziesz miał czas na przymilanie się! Zbieraj się!
- To chociaż mogę dołączyć do ciebie pod prysznicem?
- Ale jeśli obiecasz, że to będzie szybki prysznic!
- Ty i szybki prysznic?
- Co masz do mojego prysznica?
- Jeśli bierzesz tak szybki prysznic jak zawsze to mam aż za dużo czasu!
- Wariat! - I oberwał ponownie poduszką.
Zebrali się w miarę szybko i o dziwo dotarli na miejsce na czas. Była to restauracja w którą przyszli państwo młodzi brali pod uwagę jako swoją salę weselną.
- Kim oni są?
- Co masz na myśli?
- Zobacz to miejsce! Kogo na to stać?
- Może odkładali na ten ślub. Nie osądzaj ich tak od razu.
- To twoi znajomi.
- Z pracy... Ale wydają się bardzo skromni.
- Nie miałem ochoty tu jechać ale teraz jestem zaintrygowany.
Miejsce do którego przyjechali okazało się nie tylko restauracją. Był to kompleks hotelowy i rekreacyjny ze spa włącznie. Ogromna stara budowa, coś pomiędzy zamkiem a pałacem gdzie od razu widać było przepych, a na wejściu przy informacji można było zobaczyć 5 złotych gwazdek. Tego Wika nie oczekiwała. I zamiast ucieszyć się to miejsce raczej ją przytłoczyło. Poczuła inną presję ale też inną motywację.
- Marco? Chce się zgodzić!
- Nawet jeszcze z nimi nie rozmawiałaś!
- Ale zobacz to miejsce!
- No właśnie!
Weszli do dużej sali restauracyjnej gdzie od razu podszedł do nich kelner. Wytłumaczyli z kim są umówieni a on zaprowadził ich do stolika. Gdy siadali zjawiła się Beatriz i Bill.
- Wybaczcie za spóźnienie! Samochód nie chciał odpalić! Musiałam prosić ojca, żeby pożyczył mi swój! Długo czekacie?
- Dopiero co usiedliśmy. - Przywitali się i kelner a ten podszedł zebrać zamówienie.
- To co myślisz o miejscu? - Zapytał Wikę Bill.
- Jest ogromne! I takie...
- Zbyt pretensjonalne? Też o tym myśleliśmy... ale rodzice się upierają, że ślub powinien odbyć się w rodzinnej posiadłości.
- Rodzinnej? - Wykrztusił Marco.
- A tak, wybaczcie... Miejsce należy do rodziny od lat. Kilkanaście lat temu była to jeszcze ruina ale rodzice postanowili zainwestować spadek po dziadkach.
- Chętnie obejrzałbym wnętrza jeśli nie masz nic przeciwko Bill - Dodał Marco.
- Ależ skąd! Musicie zobaczyć całość! Gdzie rozlokować gości, jak najlepiej wszystko ustawić. Organizujemy tutaj wiele uroczystości ale ta ma być inna. Specjalna. Dlatego Wika jesteś nam potrzebna!
- Bill daj jej spokój. Mówisz tak jakby już się zgodziła!
- Zgodzisz się prawda?
- Poczekajcie. Naprawdę pochlebia mi, że chcecie abym to ja zorganizowała to wesele ale naprawdę nie wiem czy powinnam...
- Poczekaj. Zanim odmówisz....
- W odmawianiu jest dobra! - Wtrącił Marco a Wika walnęła go ze śmiechem w ramię. W tym momencie Bill zauważył pierścionek.
- Czy ja się przewidziałem czy ktoś tutaj również szykuje się do ślubu?
- Nie.. znaczy...
- Wika się zastanawia.
- A nad czym tutaj się zastanawiać! Możecie wziąć ślub tutaj! Załatwię wam za pół ceny ... o ile oczywiście zorganizujesz najpierw nasze wesele!
- Bill daj im spokój widzisz, że czują się niezręcznie. Ale gratulacje tak czy tak! Ale jeśli pierścionek jest na ręku to chyba decyzja podjęta! A ty Bill nie mieszkaj się w cudze sprawy! Jeszcze nam Wikę zniechęcisz! - Wika przyglądała się temu trochę z rozbawieniem.
- Spokojna Beatriz ustawiała Bila jak chciała. A Bill był tak rozgadany jakim go jeszcze nie widziała.
- Dobrze. To może ja coś powiem. Marco mi się oświadczył. Ale jeszcze nie podjęłam decyzji chociaż pierścionek jest śliczny. A jeśli chodzi o wesele. Potrzebuję konkretów. Ile osób. Co byście chcieli. Jak to ma wyglądać i jaki mam budżet!
- Budżet?
- No ile mogę poświęcić?
- Ale chcesz? Zgadzasz się?
- Na początek informacje!
- To na koszt rodziców. Jeśli o mnie chodzić nie robiłbym żadnego wesela. Beatriz uważa tak samo ale oboje rodzice się uparli, że należy zaprosić rodziny i znajomych... ale jak płacą to my się nie wtrącamy. Wyczyścimy im trochę konto.
- Dobrze ale co to znaczy? Ile osób ma być na weselu? Czy ma być orkiestra? Ile czasu ma trwać? Ślub w kościele czy cywilny?
- Ślub odbędzie się tutaj. W parku. Musi być dużo kwiatów. Wszędzie.
- Chce mieć wianek we włosach. - Dodała Beatriz.
- No dobrze... mamy już jakieś konkrety...
- Chcemy orkiestrę... i na wesele i na poprawiny.
- Poprawiny?
- Oczywiście. Wszyscy goście będą zakwaterowani w hotelu więc trzeba będzie się nimi zająć również kolejnego dnia. A no i niektórzy przyjadą dzień wcześniej. Część rodziny mieszka za granicą Jakieś przyjęcie... mała kolacja dzień przed ślubem... na cały weekend kompleks zostanie zamknięty. Tylko do naszej dyspozycji. - Marco i Wika spojrzeli po sobie. To wydarzenie miało być większe niż nawet sobie wyobrażali.
- Czyli mówimy o przyjęciu przed weselem... dniu ślubu i poprawinach? Chcecie żebym zajęła się wszystkim?
- Wiemy, że to dużo pracy. Ale zapłacimy ci tyle ile zażądasz.
- Przeceniacie mnie chyba. Nie wiem czy powinnam się podjąć.
- Wika nie możesz nam odmówić! Wiemy ile to pracy! Dostaniesz pomocnika. Jedną z pracownic, która normalnie zajmuje się organizacją mniejszych imprez. Ale jeszcze nigdy nie organizowała wesela powyżej 100 osób.
- Stu?
- A tak... Pytałaś o liczbę gości. W hotelu jest 250 miejsc noclegowych więc nie możemy przekroczyć tej liczby. Nie mamy jeszcze ustalonej końcowej listy ale na dzień dzisiejszy jest to około 220 osób czyli w razie problemów mamy jeszcze kilka miejsc.
- Problemów?
- Czasami się o kimś zapomni. No nie patrz tak! Co myślisz?
- To ogromne przyjęcie. Nie wiem czy jestem w stanie to zrobić.
- Nie gadaj głupot. Rodzice przygotowali już wstępną umowę. Mam ją ze sobą żebyś ją przeczytała. Nie musisz decydować od razu.
Wika wzięła umowę i czytała ją uważnie. Marco również kątem oka spoglądał co w niej jest. Jego uwagę przykuły zawarte w umowie kwoty.
- 10%? - Prawie wykrzyczał.
- Za mało? Jak coś jest nie tak to zmienimy. To standardowa umowa - Dodał Bill .
- Nie, nie. Wszystko jest w porządku. Umowa wygląda idealnie. - Marco przyjrzał się Wice uważnie. Wyraz jej twarzy wyraźnie się zmienił tak jakby na siłę próbowała ukryć uśmiech.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz?
- Tak! - teraz uśmiech na jej twarzy pojawił się w pełni. Jakby wstąpiła w nią nowa energia i nie mogła opanować radości.
Bill szybko załatwił szampana a gdy go wypili obejrzeli cały kompleks. Wika jakby w transie opowiadała im jak ona by sobie to wszystko wyobrażała, rzucając tysiące różnych pomysłów. Marco nigdy nie widział jej takiej... radosnej i zrelaksowanej.. nawet nie wiedział jak to określić. Beztroskiej i swobodnej.. z pełną pasją wypowiadała każde zdanie jakby zajmowała się organizacją wesel od zawsze. Co w nią wstąpiło pomyślał? Czyżby to była jej druga strona?
Bill i Beatriz namawiali ich aby zostali na kolacji ale Wika uparła się, że już czas do domu. Uzgodnili, że spotkają się w przyszły weekend i ustalą najważniejsze, pierwsze szczegóły a przy okazji skorzystają z tutejszego spa. Ten pomysł spodobał się wszystkim. Gdy dotarli do domu radość nie schodziła Wice z twarzy.
- Co w ciebie wstąpiło?
- Co masz na myśli?
- Jesteś jakaś taka.. inna? Jakbyś unosiła się nad ziemią. Nie wiedziałem cię jeszcze takiej radosnej. Nie wiem czy to dobry czy zły znak, że przy mnie jeszcze taka nie byłaś!
- Bo wszystko zaczyna się układać! W końcu to poczułam!
- Ale co?
- Może te szalone decyzje właśnie to miały sprawić?
- Nadal nic nie rozumiem.
- Widziałeś te kwoty??
- Dostaniesz 10% wszystkich wydatków jako wynagrodzenie. I co z tego? To tak cię cieszy?
- Pomyśl! Miesiąc temu miałam jakąś tam robotę.. którą straciłam. Potem zorganizowałam ten jeden mały ślub a teraz to! Widziałeś co jest po tych 10% napisane?
Marco wziął umowę i jeszcze raz przejrzał. - Minimum 20 tysięcy???
- No właśnie! To wesele ma kosztować ponad 200 tysięcy euro! Wyobrażasz to sobie?! Dzięki jednemu głupiemu weselu zarobię tyle co tutaj w pracy przez prawie 10 miesięcy! A myślałam do dzisiaj , że Karl dał mi wysokie wynagrodzenie!
- Czyli ta kwota dała ci takiej energii?
- Nie. To co będą mogła z nią zrobić i to co będę mogła zorganizować na weselu. Pomyśl tylko! Tam prawie nie ma ograniczeń!
- Kim oni w ogóle są? Jakim sposobem pracują u ciebie w firmie? Jeśli stać ich na takie wesele to pewnie równie dobrze mogliby nic nie robić.
- Ale może mają taką zachciankę?
- Udawania, że nie są bogaci?
- Nie wiem... ale zupełnie nie wydają się zmanierowani. W życiu bym nie powiedziała, że są tak... obrzydliwie bogaci!
- Ale masz znajomości! Sama elita!
- Tak! Jak dobrze wyjdzie to może będzie więcej propozycji!
- Nie chciałaś tego przyjąć a teraz już myślisz o kolejnych weselach?
- Trzeba mieć marzenia!
- A nie zaczęłaś nowej pracy niedawno?
- Oj czy ty musisz tak mnie sprowadzać na ziemie? Nie możesz się ze mną cieszyć?
- No cieszę się! Po prostu cię nie poznaje! Gdzie jest moja dziewczyna? Jeszcze mnie rzucisz dla jakiegoś magnata!
- Pf... musiałby być naprawdę przystojny.
- Tylko przystojny? - Marco zbliżył się do niej i objął ją w pasie.
- I z sixpakiem...- Pocałowała go delikatnie w usta.
- Czyli tylko wygląd się liczy?
- No i pieniądze.
- Zero inteligencji?
- No ociupinka by się przydała. Chociaż właściwie lepiej zero. Łatwiej będzie sterować.
- To co ja mam w takim razie zrobić?
- Może na przykład ściągnąć koszulkę?
- I tyle wystarczy żeby żaden magnat się do ciebie nie zbliżył?
- Zależy co wydarzy się po ściągnięciu koszulki...
---------------------------------------------------
On Sunday, Marco woke up first. Wika had one hand tucked under the pillow and the other under her head as if supporting it. He looked at her without moving, not wanting to wake her up. He watched her, her freckles, her wrinkles, her hair all over the place. A ring glittered on her finger. She didn't pull him off. Maybe she didn't make it, or maybe she just didn't want to. He didn't know it, but the mere fact that she had it on her finger made him smile to himself. As he stared at her, she finally opened her eyes.
- Good morning. She said softly.
- Good morning. - He replied and kissed her forehead first, then grabbed her hand and kissed her hand. He put his head back on the pillow and continued to stare at her without releasing her hand.
- Why are you looking at me like that?
- You look so calm.
- My hair probably says something completely different.
- You look cute as always. I'm glad you're here with me now you know?
- This ring speaks for itself.
- You didn't take him out.
- As I promised, I'll think about it. But give me time.
- You have all the time you need. - He kissed her hand again. They stared at each other like that. Wika started playing with Marco's curls on his head.
- I love it, you know?
- What? Molest my hair?
- It's so relaxing. I don't know why but it is.
- Then you have complete freedom. - There was a momentary silence and then Wika kissed Marco, gently and very slowly. She put her head back on the pillow. Their heads were practically touching. They started exchanging little kisses. Then they get stronger and longer. This morning they made love like never before. With a different passion and freedom. Slowly, enjoying every inch of your body. They both knew their relationship had changed. As if they suddenly began to trust each other.
Afterward, they were huddled together for a long time. Wika listened to Marco's beating heart and he told her various stories from his past.
- Marco?
- Yes? I'm boring you?
- No. But there is a problem.
- What problem?
- I don't want to move and I'm so hungry ...
- I don't think I've ever met anyone like you!
- I don't know if I should take that as a compliment.
- Yes of course! All girls usually don't want to eat and you just keep hungry!
- This is definitely not a compliment! - She took a pillow and slapped it right in Marco's face. He did not owe her and paid her back the same. There was a pillow fight for a long time and then they started kissing again. Wika was in the middle of taking off Marco's shirt when the phone rang.
They listened for a moment whether it would stop. When he finally fell silent, they went back to their work, but the phone rang again. Irritated, Wika went to see who was bothering them on Sunday early in the morning.
It turned out to be Beatrice and the hour wasn't so early. It was almost one o'clock in the afternoon.
- Who bothers us and by what right?
- Beatriz is crazy. But she wants me to organize a wedding for them.
- That's great! Why do you have such a face?
- Because they are friends from work. They have rather high expectations. What if something goes wrong?
- What's going to go wrong?
- Anything?
- Then refuse!
- How can I say no? These are friends from work!
- Take it!
- But I shouldn't!
- You're complicating! You analyze too much! Do you want it or not?
- I want to, but I shouldn't. But I have to.
- Until I met you, I didn't think making decisions could be so complicated!
- I don't like making decisions. None!
- I noticed. I'll find out if you agree?
- No. I mean, I don't know. I haven't answered anything yet. I will talk to them and then I will decide.
- That's perfect. Go back to bed.
- Well, not really.
- Why then?
- At 3 p.m. they invite us to dinner. Today at 15.
- Us?
- Don't you know this is what life together is like? Everyone from that moment on invites you in pairs, and even if they are not, even if it pisses them off that you take a companion with you, they expect it.
- Should I go or not?
- Yes, they're getting married. It's a couple. Couples meet with couples.
- Life is complicated as you portray it!
- I know ... well ... go! We do not have much time!
- Up to 15 far ... - And he began to kiss her on the neck.
- Have you seen the watch?
- No. Should I?
- It's coming 13!
- So what? We'll be a little late at most!
- Marco! Get your ass off! I'm going to shower and we have to go out!
- You weren't hungry?
- I can handle it somehow! I hope that the dinner they invited us to will be tasty! Marco kept kissing her and she didn't seem to notice.
- What are you doing?
- 5 minutes and gives you peace of mind?
- What 5 minutes? You will have time to cheer up later! Get ready!
- So at least I can join you in the shower?
- But if you promise it'll be a quick shower!
- You and a quick shower?
- What's wrong with my shower?
- If you take a shower as fast as always, I have too much time!
- Crazy! - And he got hit with the pillow again.
*
They assembled quite quickly and surprisingly they got there just on time. It was a restaurant which the bride and groom considered as their wedding hall.
- Who they are?
- What do you mean?
- See this place! Who can afford it?
- Maybe they were putting off this wedding. Don't judge them like that right away.
- They're your friends.
- From work ... But they seem very modest.
- I didn't feel like going here but now I'm intrigued.
The place they came to turned out to be not only a restaurant. It was a hotel and recreation complex including a spa. A huge old building, something between the castle and the palace where you could see the splendor at once, and at the entrance at the information desk you could see 5 golden stars. Wika did not expect this. And instead of being happy, this place rather overwhelmed her. She felt a different pressure but also a different motivation.
- Marco? I want to agree!
- You haven't even talked to them yet!
- But check out this place!
- Exactly!
They entered the large dining room where the waiter immediately approached them. They explained who they were meeting with and he led them to the table. As they sat down, Beatriz and Bill showed up.
- Forgive me for being late! The car wouldn't start! I had to ask my father to lend me his! Are you waiting for a long time?
- We just sat down. - They greeted and the waiter came to collect the order.
- So what do you think about the place? Bill asked Vika.
- It's huge! And such ...
- Too pretentious? We thought about it too ... but my parents insist that the wedding should take place in the family estate.
- Family? Marco choked out.
- Oh yes, excuse me ... The place has belonged to the family for years. A dozen years ago it was still a ruin, but my parents decided to invest the inheritance of my grandparents.
- I'd love to see the insides if you don't mind Bill. - Marco added.
- Of course not! You have to see the whole thing! Where to place guests, how to arrange everything best. We organize many celebrations here, but this one should be different. Special. That's why we need Wika!
- Bill, leave her alone. You speak as if she already agreed!
- You'll agree, right?
- Hold on. I'm really flattered that you want me to organize this wedding, but I really don't know if I should ...
- Hold on. Before you refuse ...
- She's good at saying no! Marco interrupted and Wika hit him on the shoulder with a laugh. At that moment Bill noticed the ring.
- Did I predict or someone here is also getting ready for the wedding?
- Does not mean...
- Wika ponders.
- And what is there to think about! You can get married here! I'll get you for half price ... as long as you organize our wedding first!
- Bill, leave them alone you can see that they feel awkward. But congratulations anyway! But if the ring is on your wrist, the decision has probably been made! And you Bill, do not live in someone else's business! You will discourage us from Wika! Wika looked at it a little with amusement.
- Calm Beatriz set Bill as she wanted. And Bill was as chatty as she had never seen him before.
- Well. Then maybe I will say something. Marco proposed to me. But I haven't made my decision yet, although the ring is lovely. As for the wedding. I need concrete. How many people. What would you like? How does it look like and what's my budget!
- Budget?
- How much can I sacrifice?
- But you want? Do you agree?
- Information first!
- It's at my parents' expense. If it were me, I wouldn't be doing any wedding. Beatriz thinks the same, but both parents insisted that family and friends should be invited ... but when they pay, we do not interfere. We'll wipe their account a bit.
- Okay, but what does that mean? How many people will be at the wedding? Should there be an orchestra? How long does it take? Church or civil wedding?
- The wedding will be here. In the park. There must be a lot of flowers. Everywhere.
- I want a wreath in my hair. Added Beatriz.
- Well ... we already have some specifics ...
- We want an orchestra ... and for the wedding and after-party.
- After-party?
- Of course. All guests will be accommodated in the hotel, so they will also have to be taken care of the next day. And some will come the day before. Part of the family lives abroad Some party ... a little dinner the day before the wedding ... the complex will be closed for the whole weekend. Only at our disposal. Marco and Wika looked at each other. This event was to be greater than they ever imagined.
- So we're talking about the party before the wedding ... the wedding day and the ruffles? Do you want me to take care of everything?
- We know it's a lot of work. But we will pay you as much as you ask.
- You guys overestimate me. I don't know if I should undertake.
- Wika you can not refuse us! We know how much work it is! You will get a helper. One of the employees who normally organizes smaller events. But she has never organized weddings for more than 100 people.
- Hundret?
- Oh yeah ... You asked for the number of guests. There are 250 beds in the hotel, so we cannot exceed this number. We do not have a final list yet, but as of today it is about 220 people, so in case of problems we have a few more places.
- Problems?
- Sometimes you forget someone. Well, don't look like that! What do you think?
- It's a huge party. I don't know if I am able to do this.
- Do not talk nonsense. Parents have already prepared a preliminary contract. I have it with me for you to read. You don't have to decide right away.
Wika took the contract and read it carefully. Marco was watching out of the corner of his eye as well. His attention was caught by the amounts included in the contract.
- 10%? - He almost shouted.
- Not enough? If something is wrong, we will change it. It's a standard deal, 'added Bill.
- No no. Everything is fine. The deal looks perfect. Marco looked at the Vice carefully. The expression on her face clearly changed as if she was trying to hide her smile by force.
- Does that mean you agree?
- Yes! Now the smile on her face appeared fully. As if new energy had entered her and she could not control joy.
Bill quickly got champagne and when they drank it they looked at the whole complex. As if in a trance, Wika told them how she would imagine it all, throwing up thousands of different ideas. Marco had never seen her so ... happy and relaxed ... he didn't even know how to put it. Carefree and casual .. she uttered every sentence with full passion as if she had always been involved in organizing weddings. What had gotten into her, he thought? Could this be her other side?
Bill and Beatriz urged them to stay for dinner, but Wika insisted it was time to go home. They agreed to meet next weekend to find out the most important, first details, and to use the spa here. Everyone liked this idea. When they got home, the joy did not leave Vice's face.
- What got into you?
- What do you mean?
- You are now so .. different? As if you were floating above the ground. I did not know you so happy yet. I don't know if it's a good or bad sign that you haven't been like that to me yet!
- Because everything starts to fall into place! I finally felt it!
- But what?
- Maybe these crazy decisions were supposed to do just that?
- I still don't understand.
- Have you seen these numbers??
- You will get 10% of all expenses as salary. And what? It makes you so happy?
- Think! A month ago, I had a job there .. which I lost. Then I organized this one little wedding and now this! Have you seen what is written after 10%?
Marco took the contract and looked through it again. - At least 20,000 ???
- Exactly! This wedding is to cost over 200,000 euros! Can you imagine it ?! With one stupid wedding, I'll earn as much as I do here at work for almost 10 months! And I thought until today that Karl gave me a high salary!
- So this amount gave you such energy?
- No. What they will be able to do with her and what I will be able to organize at the wedding. Just think! There are almost no restrictions!
- Who are they anyway? How do they work for your company? If they can afford such a wedding, they might as well do nothing.
- But maybe they have such a whim?
- Pretend they're not rich?
- I don't know ... but they don't seem mannered at all. In my life, I wouldn't say that they are so ... filthy rich!
- But you have connections! The elite itself!
- Yes! If it turns out well, there will be more suggestions!
- You did not want to accept it and now you are thinking about the next weddings?
- You must have dreams!
- And didn't you start a new job recently?
- Oh, do you have to bring me to earth like that? Can't you enjoy me?
- Come on! He just doesn't recognize you! Where is my girlfriend? You're gonna leave me for some tycoon!
- Pf ... he would have to be really handsome.
- Only handsome? Marco approached her and hugged her waist.
- And the six-pack ...- She kissed him softly on the lips.
- So only looks matter?
- And money.
- Zero intelligence?
- Well, a little bit of it would come in handy. Although actually, zero is better. It will be easier to steer.
- What am I supposed to do then?
- How about taking off a shirt, for example?
- And that's enough for no magnate to come near you?
- It depends on what happens after taking the shirt off ...

Komentarze
Prześlij komentarz