Rozdział XLIII
Niedziela rozpoczęła się od telefonu Bila. Okazało się, że Beatriz tym razem nie uciekła chociaż przeszło jej to przez myśl. Znalazła się jeszcze w sobotę w nocy ale oboje nie chcieli już dzwonić po nocy i niepokoić Wiki i Marco.
Wika ledwo zdążyła odłożyć telefon gdy z drugiego pokoju zadzwonił służbowy.
- Nie mogą ci dać spokoju w weekend? - Prawie krzyknął Marco.
Wika pobiegła zobaczyć o co chodzi.
- Cześć! Przepraszam, że przeszkadzam w niedzielę! - Usłyszała głos Karla.
- Coś się stało?
- Tom miał jutro jechać na to spotkanie w Hadze z nowym inwestorem ale dzwonił, że nie da rady. Jakieś sprawy rodzinne. Zastąpisz go?
- Jasne, spokojnie dam radę.
- Orientujesz się o co chodzi? W razie czego rano Cię jeszcze wprowadzę.
- Myślę, że dam radę ale przejrzę dokumenty i w razie czego będę pytać. O której jest to spotkanie?
- O 16 macie umówiony obiad. Potem oni zabiorą cię na plac budowy a ty przedstawisz im naszą wizję. Ja dołączę koło 19.
- Dołączysz?
- A co myślałaś? Miejmy nadzieję, że od razu podpiszemy umowę. Hotel jest zarezerwowany więc nie musisz się przejmować powrotem. A właśnie. Zarezerwowałem ci bilet na pociąg, taksówki też są zamówione.
- Coś jeszcze powinnam wiedzieć?
- Wszystkie dokumenty są na twoim biurku. Gdybyś coś potrzebowała to dzwoń. Mnie rano w biurze nie będzie. Widzimy się wieczorem.
- Dobra. to do jutra.
- Dasz radę?
- Karl!
- Dobra, już ci nie przeszkadzam w tą niedziele!
- Karl? Tom nic nie wspomniał co się stało?
- Tylko tyle, że dwa dni go nie będzie.
- Na pewno? Przypomnij sobie?
- Na pewno. Powiedział tylko, że potrzebuje dwa dni wolne bo ma jakieś problemy rodzinne. Tyle.
-No ok.
- Nie wierzysz mi?
- Wierzę! Po prostu się martwię.
- Wróci to ci na pewno powie.
- To jego życie więc nie musi mi niczego mówić.
- Wika czasami cię zupełnie nie rozumiem.
- Nie musisz mnie rozumieć. Jesteś tylko moim szefem.
- Ok, już znam ten ton. Zostawiam panią w spokoju. Do jutra. I dzięki, że nie masz problemu z tym wyjazdem.
- Taka praca.
- Do jutra Wika. - I się rozłączył.
Do pokoju wszedł Marco. - Czego chciał?
- Jadę jutro na spotkanie z klientem.
- I nie mógł ci wcześniej powiedzieć?
- Coś się stało u Toma. On miał jutro jechać.
- A mówił co?
- Nie właśnie. Może do niego zadzwonisz?
- Po co?
- Spytać się czy wszystko u niego dobrze?
- Nie znam go aż tak bardzo.
- Dobrze się dogadywaliście na piwie.
- Nie wtrącam się w sprawy innych.
- To nie jest wtrącanie się.
- Jest!
- Nie jest! To mój kolega z pracy!
- Właśnie! Z pracy!
- Marco, proszę!
- I co mam mu powiedzieć?
- Możesz zrzucić na mnie!
- To czemu sama nie zadzwonisz?
- Nie znam go na tyle.
- A ja znam?
- Marco no nie daj się prosić!
- Dobra, wygrałaś!
Marco zadzwonił w końcu do Toma ale ten nie odbierał telefonu. W końcu Wika zabrała od niego telefon i wtedy Tom odebrał.
- Tom!
- Już dawno nikt nie cieszył się tak bardzo na dźwięk mojego głosu!
- Proszę cię! Nawet tak nie żartuj!
- Coś się stało?
- To ty mi powiedz! Wszystko gra?
- Karl już do ciebie dzwonił?
- Jadę w twoją delegację.
- Sory, że tak cię w to wkopałem.
- Nie przejmuj się tym. Powiedz mi lepiej czy wszystko gra?
- Tak, po prostu mam gorszy czas. Muszę sobie z nim poradzić.
- Na pewno tylko to?
- Tak, czasami życie robi rzeczy których nie planowaliśmy.
- Jesteś bardzo tajemniczy ale nie pytam o więcej nie mam prawa.
- Taki już ze mnie typ. Ale dzięki. Za troskę.
- Jakbyś czegoś potrzebował to dzwoń do mnie albo do Marco.
- Dam sobie radę. Jestem już dużym chłopcem.
- W to nie wątpię! Dobra już cię nie męczę. Przepraszam jeśli za bardzo się wtrącam.
- Nie Wika. Dzięki. Dobrze wiedzieć, że mam taką dobrą koleżankę z pracy.
- W razie czego służymy piwem! Wiesz gdzie nas znaleźć!
- Dzięki ale nie będę wam zawracał głowy w niedzielę.
- Daj spokój! I tak nie mamy żadnych planowi pewnie będziemy siedzieć na tarasie i chillować z piwem.
- Plan brzmi prawie idealnie. Ale na prawdę mój humor raczej popsułby wam tylko ten chill.
- Przemyśl to i wpadaj!
- Nie nie. Na prawdę. Dziękuję ale musze posiedzieć sam.
- Jakbyś zmienił zdanie to czekamy.
- Dobra, będę pamiętać!
- Trzymaj się i dawaj znać gdybyś czegoś potrzebował!
- Dzięki Wika. Do usłyszenia.
Odłożyła telefon na półkę kiedy znowu odezwał się jej telefon służbowy.
- Powariowali czy jak? - Powiedziała sama do siebie. Tym razem dzwoniła Beatriz. Przepraszała za dzień wcześniej i za to, że tak zniknęła bez słowa. Zaprosiła Wikę i Marco do nich na wieczór. Marco nie chciało się ruszać więc na koniec ustalili, że spotkają się zamiast u Beatriz i Billa, u Wiki i Marco i będą mieli okazję zrobić wstępną parapetówkę. W końcu nie świętowali jeszcze przeprowadzki.
--------------------------------------------------
Sunday started with Bill's phone call. It turned out that Beatriz did not escape this time, although it crossed her mind. She was back on Saturday night, but they both didn't want to call after the night and bother Wiki and Marco.
Wika barely had time to put down the phone when the official called from the other room.
- Can't they leave you alone over the weekend? Marco almost shouted.
Wika ran to see what was going on.
- Hi! Sorry to bother you on Sunday! - She heard Karl's voice.
- Something happened?
- Tom was supposed to go to this meeting in The Hague with a new investor tomorrow, but he called that he could not do it. Any family matters. Will you replace him?
- Yeah, I'll be fine.
- Do you know what's going on? I will introduce you in the morning if necessary.
- I think I can do it, but I will review the documents and ask if I need to. What time is this meeting?
- At 4 pm you have an appointment for dinner. Then they will take you to the construction site and you will show them our vision. I will join around 19.
- Will you join?
- What did you think? Hopefully, we'll sign the contract right away. The hotel is fully booked so you don't have to worry about going back. Exactly. I booked a train ticket for you, taxis are booked too.
- Anything else I should know?
- All documents are on your desk. If you need anything, call me. I won't be in the office in the morning. I'll see you tonight.
- Okay. until tomorrow.
- You can do it?
- Karl!
- Okay, I'm not bothering you this Sunday!
- Karl? Tom didn't mention anything about what happened?
- Only he will be gone for two days.
- For sure? Remind yourself?
- For sure. He just said he needed two days off because he had some family problems. So much.
- Okay.
- You do not believe me?
- I do! I'm just worried.
- He'll come back, he'll tell you for sure.
- It's his life so he doesn't have to tell me anything.
- Wika sometimes I don't understand you at all.
- You don't have to understand me. You're just my boss.
- Okay, I already know that tone. I'm leaving you alone. See you tomorrow. And thanks for not having a problem with this trip.
- Such a job.
- See you tomorrow, Wika. - And hung up.
Marco entered the room. - What did he want?
- I'm going to see a client tomorrow.
- And he couldn't tell you sooner?
- Something happened to Tom. He was due to leave tomorrow.
- Did he say what?
- Not exactly. Why don't you call him?
- For what?
- Ask if he's okay?
- I don't know him that much.
- You guys got on well over beer.
- I do not interfere in the affairs of others.
- This isn't meddling.
- Is!
- Is not! This is my work colleague!
- Exactly! From work!
- Marco, please!
- What should I tell him?
- You can dump it on me!
- Then why don't you call yourself?
- I don't know him that much.
- And I know?
- Marco, don't be asked!
- Okay, you won!
Marco finally called Tom but he was not answering the phone. Finally, Wika took the phone from him and then Tom answered.
- Tom!
- It's been a long time since nobody was so happy to hear my voice!
- Please! Don't even joke like that!
- Something happened?
- Then you tell me! All right?
- Karl called you already?
- I'm going on your delegation.
- Sorry for getting you into this.
- Do not worry about it. Tell me better is everything okay?
- Yeah, I'm just having a worse time. I have to deal with him.
- Surely this is the only thing?
- Yes, sometimes life does things that we didn't plan.
- You're very secretive, but I don't ask for more, I have no right.
- That's the type of me. But thanks. For caring.
- If you need anything, call me or Marco.
- I can handle it. I'm already a big boy.
- I don't doubt it! Okay, I don't tire you any more. I'm sorry if I interfere too much.
- Not Wika. Thanks. It's good to know that I have such a good friend from work.
- We serve beer if needed! You know where to find us!
- Thanks, but I won't bother you on Sunday.
- Come on! We don't have any plans anyway, we'll probably sit on the terrace chilling with a beer.
- The plan sounds almost perfect. But the truth is, my mood would only spoil you with this chill.
- Think it over and come over!
- No no. Really. Thank you, but I have to be alone.
- If you change your mind, we are waiting.
- Okay, I'll remember!
- Take care and let me know if you need anything!
- Thanks, Wika. Until next time.
She put the phone back on the shelf when her work phone rang again.
- Are they crazy or what? She said to herself. This time Beatriz called. She apologized for the day before and for disappearing like that without a word. She invited Vika and Marco to join them for the evening. Marco did not want to move, so in the end, they agreed that they would meet at Wiki and Marco instead of Beatriz and Bill's and they would have the opportunity to do an initial housewarming party. After all, they haven't celebrated the move yet.

Komentarze
Prześlij komentarz