Rozdział XLIX

- Już miałem po ciebie iść drugi raz. - Zaczął Karl. 

- Jakoś mi dzisiaj zbyt szybko czas ucieka a z drugiej strony wszystko idzie tak wolno. - Odpowiedziała Wika. 

- Czyli przerwa dobrze ci zrobi.

- Tak. Muszę trochę odświeżyć głowę.

- No to w drogę.

- A dokąd jedziemy na ten obiad, że musimy aż zabrać samochód?

- Zobaczysz na miejscu.

- Karl nie mam dużo czasu. Naprawdę muszę nadgonić trochę z pracą.

- Niczego nie musisz. Na pewno tylko ta mówisz a ze wszystkim się wyrobisz.

- Jak nie to będzie twoja wina. Powiem, że szef zarzucił mnie inną robotą.

- Biorę wszystko na siebie.

- Tylko pamiętaj o tym żebyś mi niczego nie wypominał.

- Jak chcesz to napiszę ci zaświadczenie.

- Że zgadzasz się na opóźnienia?

- Że wszystkie opóźnienia to tylko i wyłącznie moja wina.

- A będę mogła to oświadczenie wykorzystać w przyszłości?

- Tylko w związku z projektami nad którymi teraz pracujesz.

- Deal! Taki układ mi pasuje. 

Jechali dłuższą chwilę i Wika zaczęła się już zastanawiać co to za tajemnicze miejsce do którego Karl ją zabiera. Byli już w mniej ruchliwej części Rotterdamu gdzie znajdowały się tylko domki jednorodzinne. Nie widać tu było żadnych sklepów czy restauracji. Gdyby nie ciągle widoczna przy ulicy linia tramwajowa pomyślałaby, że są już poza miastem. W końcu Karl w jechał w jedną z bocznych uliczek i po chwili zatrzymał samochód.

- Wysiadaj!

- Tutaj? Ale gdzie jesteśmy? Znowu mnie gdzieś wywiozłeś!

- Nie marudź! Chodź!

- Ale mieliśmy jechać na obiad.

- Marudna jesteś!

- Głodna to marudna.

Ulica wyłożona kostką się skończyła i przeszli kawałek dalej polną drogą. 

- Chciałem ci t pokazać! 

Przed ich oczami była pusta działka z wielkimi hałdami ziemi.

- To ten twój dom?

- Ekstra nie?

- Tak... Piękny...płot. - Zaśmiała się Wika.

- Pokaże ci plany przy obiedzie. Chodź. Można już wejść do piwnicy!

Za wielkimi hałdami ziemi ukryta była już wcześniej wykopana dziura na fundamenty oraz ich duża część. 

- Jutro zaczną wylewać podłogę. Będzie już widać zarys parteru. 

- Gdy mówiłeś mi, że budujesz dom myślałam, że jesteś już...no... trochę dalej.

- Oj Wika! Trochę entuzjazmu!

- Ty masz go za naszą dwójkę!

- A ty byś nie miała?

- Nie wiem. Pewnie tak. Nigdy nie budowałam domu. Nie wiem jakie to uczucie.

- Chodź wytłumaczę ci co i jak.

Wika poszła za Karlem grzęznąc co jakiś czas w czarnej ziemi. Ten pogrążony w swoich wizjach opowiadał co i gdzie będzie i jak on sobie to wyobraża. Wice w końcu udzielił się jego entuzjazm i dodawała swoje pomysły do jego wizji.

Działka okazała się dużo większa i sięgała aż po skraj małego lasku. Była tu jak na razie zupełna cisza i spokój. Widać było wyraźnie, że okolica dopiero zaczyna się budować.

Gdy w końcu dotarli na umówiony obiad Wika tak wkręciła się planowanie, że zupełnie zapomniała o głodzie. Zanim zamówione dania zagościły na stole mieli już przestudiowany cały plan od a do z. 

- Ale się wczułaś!

- A nie tego chciałeś?

- Zdziwisz się ale nie. Chciałem ci to tylko pokazać mój dom.

- Fundamenty domu.

- Wkrótce już dom.

- I tak nie rozumiem po co się budujesz.

- Chce mieć coś własnego.

- Przecież masz swój apartament.

- Mam ale przy domu będę miał też zieleń. Nie puste ściany.

- Już widzę jak ci się chce gonić z kosiarką i zajmować się ogrodem.

- Jeszcze się zdziwisz.

- Zapłacę za to każde pieniądze może być niezła komedia.

- Trzymam cię za słowo, że zapłacisz!

- Dobra trochę mnie poniosło...może nie każde. Aż tyle wart nie jesteś.

- No to teraz mi dowaliłaś.

- Wybacz. Już taka jestem.

- Bezwzględna?

- Tylko trochę bezczelna.

 - Przynajmniej szczera.

- A jeśli nie? A jeśli cały czas udaje? Jeśli udaje kogoś innego odkąd tu przyjechałam?

- Dlaczego tak mówisz?

- Nie wiem. Może chciałam przygody i dlatego robię takie szalone rzeczy w życiu?

- Rozmawiałaś z Marco?

- O czym?

- Widzę, że nie masz pierścionka. Coś się zmieniło.

- Oddałam mu go. Ma się zastanowić.

- A to nie ty miałaś się zastanowić?

- Chyba boje musimy to przemyśleć. 

Do stolika podszedł kelner z kawą i rachunkiem. Gdy odszedł nastała chwila ciszy. 

- Nie powinienem cię o to wypytywać. Nie chciałem zepsuć ci humoru. 

- Właściwie to go poprawiłeś. Dzięki tej budowie zapomniałam o wszystkim. Po prostu jakoś nie mam ochoty.. Nie jestem jeszcze gotowa na konfrontację. To tyle. 

- Jak nie chcesz wracać do siebie to zawsze możesz zostać dzisiaj u mnie. 

- Karl nie przeginaj. 

- Bez podtekstów. W pokoju gościnnym. 

- Jakbym to zrobiła to właściwie decyzja byłaby podjęta. 

- Dobra. Nie chcę żeby cała wina rozpadu waszego związku spadła na mnie. 

- Wiesz co jest najgorsze? 

- W związku? 

- Haha nie. W tej całej sytuacji. Powiesz, że jestem nienormalna ale im mniej mi ufa tym bardziej chce mu udowodnić, że ma rację. 

- To chyba nie dobrze... Ale co dokładnie masz na myśli. 

- Konfrontacje. Taka zupełną. Doprowadzenie go do zazdrości. To brzmi okropnie wiem. Nie zrobiłabym tego, nie odważyłabym się ale przez ostatni dzień przeszło mi to tyle razy przez głowę, że aż strach. 

- Chcesz powiedzieć, że chciałabyś go zdradzić żeby udowodnić mu, że miał rację? 

- Tak jakby. 

- Jesteś nienormalna. 

- Dziękuję za komplement. 

- A ty nigdy nie robiłaś mu scen zazdrości? Teraz z Cloe, to, że była u was w domu ewidentnie nie spodobało ci się. 

- Ja nie przenocuje w domu facetów pod nieobecność mojego tak samo jak nie pozwalam obcym facetom kąpać się pod moim prysznicem.

- Ona u was nocowała? Czekaj jaka kobieta pod prysznicem? 

- Chyba lepiej zostawmy temat. Jest już późno. Wracajmy do biura. Chciałabym jak najszybciej dokończyć wszystko co musze jeszcze dzisiaj i czeka mnie poważna rozmowa. 

- Mimo wszystko powodzenia. 

- Jeśli tak bardzo tego chce jak przyrzekał to nie będzie problemów. 

- Nie będę udawał, że trzymam za was kciuki. 

- Nie musisz. Wolę jak jesteś szczery. 

Wrócili do biura. Wszyscy patrzyli jak razem wchodzą do budynku. Zdziwieni sytuacją. Toma rzeczywiście nie było już na miejscu. Wika zabrała się za swoją pracę i o dziwo szło jej lepiej niż rano. Nikt jej też nie rozpraszał więc w pełni mogła się skupić na swoich zadaniach. 

Gdy miała już wychodzić z biura zadzwoniła do niej Ana. 

- Piwo? 

- Ana! Jak dobrze cię słyszeć! 

- To znaczy, że tak? 

- To nie jest najlepszy dzień. 

- A czego mu brakuje? 

- Mam coś ważnego do obgadania z Marco.

- A nie możecie tego obgadać jutro? 

- Możemy ale wolałabym mieć to za sobą. 

- A coś się stało? 

- Powiedzmy, że trochę nas poniosło. Oboje.

- Pierwsza kłótnia?

- Pierwsze milczenie. 

- To tym bardziej należy ci się piwo. A jak frajer nie wie co ma to już jego problem. 

- Myślałam, że go lubisz! 

- Bo lubię. Ale wiesz, że od zawsze wolałam dla ciebie Karla. To byłoby takie romantyczne. 

- Romantyczne? Zwyzywanie szefa po pijaku nazywasz romantycznym? 

- No pewnie. 

- Szalona. Dla mnie romantyczniejsza wydaje się ta historia z Marco. Poznany pierwszego dnia przyjazdu do obcego kraju. Sąsiad i klika. Wiesz takie filmowe. 

- Nie wiem.. Jakie zbyt oczywiste. 

- A nie może takie być? Zresztą jak widać jesteśmy razem! 

- Na razie! 

- Ana! Dobra zostawmy temat. Powiedz mi co u Lucasa? Dawno z nim nie rozmawiałam. Muszę do niego zadzwonić.

- Widzisz! Tak pogrążyłaś się we własnym życiu, że zapomniałaś o innych! 

- Nie prawda. Po prostu wszystko dzieje się tak szybko. U Richarda wszystko gra? 

- Tak, jest kochany. Ale dość gadania. Obgadamy wszystko przy piwie.

- Możemy to przełożyć na jutro? Chciałabym mieć już tą rozmowę za sobą. 

- No dobra. Ale jutro bez wymówek! 

- A co powiesz gdybym zaprosiła też Lucasa? 

- Jasne! Chce poznać w końcu tego jego faceta! 

- Świetnie! Jutro 18? 

- Idealnie. Do jutra Wika! 

Rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. Wika zebrała się szybko i wsiadła na rower. Gdy dojechała do domu wszystkie światła były zgaszone. Weszła jeszcze do domu upewnić się czy na pewno tak nie ma Marco. Jednak dom był pusty. Bez dłuższego namysłu wzięła telefon. 

- Ana? To piwo jeszcze aktualne? 


--------------------------------------------------


- I was about to go get you a second time. Karl began.

- Somehow my time is running out too fast today, and on the other hand, everything is going so slowly. - Wika replied.

- So taking a break will do you good.

- Yes. I need to refresh my head a little.

- Let's go.

- And where are we going for this dinner that we have to take the car?

- You'll see me there.

- Karl doesn't have much time. I really have to catch up a bit with work.

- You don't need anything. Surely you only say this and you will do with everything.

- If not, it will be your fault. Let me say the boss has given me another job.

- I'm taking it on myself.

- Just remember not to remind me of anything.

- If you want, I'll write you a certificate.

- That you agree to the delays?

- That all delays are my only fault.

- And I will be able to use this statement in the future?

- Only in connection with the projects you are working on now.

- Deal! This arrangement suits me.

They traveled for a long time and Wika began to wonder what this mysterious place Karl was taking her to. They were already in a less busy part of Rotterdam where there were only single-family houses. There were no shops or restaurants in sight. Were it not for the streetcar line that is still visible on the street, she would have thought that they were already outside the city. Eventually, Karl was driving down one of the side streets and after a while, he stopped the car.

- Get out.

- Here? But where are we? You took me somewhere again!

- Do not whine! Come!

- But we were supposed to go to dinner.

- You're cranky!

- Hungry is grumpy.

The paved street ended and they walked a little further down a dirt road.

- I wanted to show you that!

Before their eyes was an empty plot of land with huge mounds of dirt.

- This is your house?

- Cool no?

- Yes ... Beautiful ... fence. - Wika laughed.

- I'll show you the plans at dinner. Come. You can now enter the basement!

Behind the huge heaps of soil, there was a previously dug hole for the foundations and a large part of them.

- They'll start pouring the floor tomorrow. The outline of the ground floor will already be visible.

- When you told me you were building a house, I thought you were already ... well ... a little further.

- Oh, Wika! A little bit of enthusiasm!

- You got him for the two of us!

- And you wouldn't?

- I do not know. Probably so. I've never built a house. I don't know what it feels like.

- Come on, I'll explain what and how.

Wika followed Karl, sinking into the black earth from time to time. The one, immersed in his visions, told what and where would be and how he imagined it. The vice finally echoed his enthusiasm and added her ideas to his vision.

The plot turned out to be much larger and extended to the edge of a small forest. So far, there was complete peace and quiet. It was clear that the neighborhood was just beginning to build.

When they finally arrived at the arranged dinner, Wika got so caught up in planning that she completely forgot about hunger. Before the ordered dishes appeared on the table, they had already studied the entire plan from a to z.

- But you felt!

- Isn't that what you wanted?

- You'll be surprised, but no. I just wanted to show you my house.

- Home foundations.

- Home soon.

- I don't understand what you're building for anyway.

- I want something of my own.

- You have your apartment.

- I do, but I will also have greenery at the house. Not empty walls.

- I can already see how you want to chase with the mower and take care of the garden.

- You'll be surprised yet.

- I'll pay any money for it, it can be a nice comedy.

- I take your word that you will pay!

- Okay, I took a bit ... maybe not all of them. You're not worth that much.

- Well, now you hit me.

- Forgive. I am already like that.

- Ruthless?

- Just a little cheeky.

 - Honest, at least.

- What if not? What if he pretends all the time? What if he's pretending to be someone else since I came here?

- Why do you say that?

- I do not know. Maybe I wanted an adventure and that's why I do such crazy things in my life?

- Did you talk to Marco?

- About what?

- I see you don't have a ring. Something has changed.

- I gave it to him. He has to consider.

- Aren't you supposed to think?

- I guess I need to think about it.

A waiter came to the table with the coffee and the bill. When he left there was a moment of silence.

- I shouldn't have asked you about that. I didn't mean to spoil your mood.

- You actually corrected him. Thanks to this construction, I forgot about everything. I just don't feel like it. I'm not ready for a confrontation yet. That's it.

- If you do not want to come back to yourself, you can always stay with me today.

- Karl don't overdo it.

- Without subtext. In the living room.

- If I did it properly the decision would be made.

- Okay. I don't want all the blame for your relationship breakup to be on me.

- You know what's the worst?

- In relation with?

- Haha not. In this whole situation. You say I'm insane, but the less he trusts me, the more she wants to prove him right.

- I guess that's not good ... But what exactly do you mean.

- Confrontations. Such a complete one. Driving him to jealousy. It sounds awful I know. I wouldn't do it, I wouldn't dare, but over the last day, it went through my head so many times that it was scary.

- Are you saying you'd like to betray him to prove him right?

- As if.

- You're insane.

- Thank you for the compliment.

- And you never made scenes of jealousy? Now with Cloe, you obviously didn't like the fact that she was at your house.

- I don't stay overnight in the guys' house in my absence, any more than I let strangers hang out in my shower.

- She stayed with you? Wait what woman in the shower?

- I think we better leave the topic. It's late. Let's go back to the office. I would like to finish everything I have to do today and a serious conversation awaits me.

- Good luck after all.

- If he wants it as much as he promised, there will be no problems.

- I will not pretend to keep my fingers crossed for you.

- You do not need it. I prefer how honest you are.

They went back to the office. They all watched as they entered the building together. Surprised by the situation. Tom wasn't there anymore. Wika started her work and surprisingly she was doing better than in the morning. Nobody distracted her, so she could fully concentrate on her tasks.

When she was about to leave the office, Ana called her.

- Beer?

- Ana! How good to hear from you!

- You mean you do?

- It's not the best day.

- What's missing?

- I have something important to talk to with Marco.

- Can't you talk it over tomorrow?

- We can, but I'd rather have it over with.

- Has anything happened?

- Let's just say we got a little carried away. Both.

- First quarrel?

- First silence.

- That's all the more you deserve a beer. And if a loser doesn't know what he's got, that's his problem.

- I thought you liked him!

- Because I like. But you know I've always preferred Karl for you. It would be so romantic.

- Romantic? Calling your boss drunk is romantic?

- Sure.

- Crazy. For me, this story with Marco seems more romantic. Met on the first day of his arrival in a foreign country. Neighbor and click. You know movie ones.

- I don't know. How obvious.

- And it can't be? Anyway, as you can see, we are together!

- For now!

- Ana! Okay, let's leave the topic. Tell me how is Lucas? I haven't spoken to him for a long time. I have to call him.

- You see! You have become so immersed in your own life that you have forgotten about others!

- Not true. It just happens so fast. Are you okay with Richard?

- Yes, he is loved. But enough talk. Let's talk it all over the beer.

- Can we postpone it until tomorrow? I would like to have this conversation behind me.

- Okay. But tomorrow no excuses!

- How about if I invited Lucas too?

- Sure! I want to finally meet this guy of his!

- Great! Tomorrow 18?

- Ideal. Until tomorrow Wika!

She hung up without waiting for an answer. Wika gathered up quickly and got on the bicycle. When she got home, all the lights were off. She went back to the house to make sure Marco was not there. However, the house was empty. Without much thought, she picked up the phone.

- Ana? Is this beer still actual?

Komentarze

Popularne posty