Rozdział XLV

W niedzielę tak dobrze się bawili, że ciężko było się im rozstać. Jednak wizja pójścia do pracy przywołała ich wszystkich do rzeczywiści. Rozstali się dobrze po drugiej w nocy tylko dlatego, że wiedzieli, że nie przetrwają kolejnego dnia jeśli przeciągną to jeszcze dłużej. 

Tom jednak nigdzie się nie spieszył i w końcu został na noc u Wiki i Marco i spał na kanapie w salonie.

Gdy Wika wychodziła do pracy był już jednak na nogach. 

- Słyszałem, że wstajesz. Zrobiłem ci kawę.

- To teraz mam dwóch do obsługi?

- Tak okazjonalnie. Dzięki za wczoraj. Chyba się trochę do wszystkiego zdystansowałem. Jeśli można się do czegoś takiego zdystansować w tak krótkim czasie.

- Myślę, że to będzie jeszcze nie raz do ciebie wracać.

- Mam nadzieje, że na razie się skończy.

- Myślisz, że tak raz dwa po tak długim czasie razem możesz zapomnieć? Już nie uwierzę, że jesteś taki bez uczuć. Nie po tym co mi powiedziałeś wcześniej w biurze.

- Nie potrzebnie się odkrywałem.

- Gdybyś się nie odkrył nie byłoby cię tutaj wczoraj.

- Aż tak tym zapulsowałem?

- Widzisz jak prosto wedrzeć się w moje łaski?!

- Być mięczakiem?

- Mieć uczucia!

- A to nie to samo?

- Jak tam sobie uważasz. Znikam, Wywal Marco z łóżka jak możesz bo się spóźni do pracy. Widzimy się w środę w biurze.

- Jutro cię nie będzie?

- Szef dał mi wolne po delegacji.

- Jak łaskawie z jego strony.

- Dla takich pracowników jak my wszystko co najlepsze!

- Powodzenia Wika! 

- Trzymaj kciuki żebyśmy podpisali ten kontrakt!

- Wierzę w ciebie! 

- Dzięki i do zobaczenia! 

Wika wybiegła z domu w pośpiechu, żeby złapać tramwaj. Na szczęście jechał prawie pod same drzwi jej biura. Gdy tylko dotarła szybko zabrała się za dokumenty i zapoznała ze wszystkimi informacjami. 

Beatriz i Bill siedzieli cicho w swoim kącie a Cloe nadawała przez cały czas przez telefon. Wika zastanawiała się czy pracowała czy załatwiała swoje sprawy a może zwyczajnie plotkowała ze znajomymi. 

W końcu przyszedł czas podróży i Wika zaczęła zbierać się do wyjścia. W drzwiach do biura wpadła na Karla.

- Zdążyłem!

- Masz coś jeszcze dla mnie?

- Nie, zabieram cię na spotkanie. 

- Nie miałeś czegoś ważnego?

- Miałem ale już załatwione. Dzięki temu mogę jechać z tobą i nie będziesz sama.

- Karl umawialiśmy się.

- Wika przestań. To wyjazd służbowy. Pełen profesjonalizm. 

- Zakładam, że nie mam innego wyjścia. 

- Szef rozkazał, szefa się słucha.

- A co z biletami?

- Cloe wszystko odwołała.

- Czyli wiedziała już o tym wcześniej?

- Tylko trochę wcześniej niż ty. W najgorszym wypadku odbierałbym cię z dworca.

- Co za głęboko zakrojony plan.

- Ma się ten zmysł.

 Gdy wychodzili z budynku Wika wyraźnie mogła zauważyć zdziwione, zaskoczone i nie rozumiejące niczego miny pozostałych pracowników a szczególnie złość lub coś to uczucie przypominające u Cloe. Zresztą ledwo przyszła do biura Wika miała wrażenie, że ta ją ignoruje. Teraz zrozumiała, że mogło to być spowodowane Karlem.

Jechali w ciszy przez większość czasu słuchając tylko muzyki lecącej w radio.  

- Jesteś na mnie zła?

- Zła? Nie.

- To czemu milczysz?

- Nie wiem o czym mam z tobą rozmawiać ani jak.

- Jak się poznaliśmy to tematów mieliśmy mnóstwo.

- Wtedy była trochę inna sytuacja.

- Ja tu nie widzę nic nowego. Byłem twoim szefem i jestem twoim szefem.

- Wiesz przecież, że dużo wydarzyło się w trakcie.

- Wika przesadzasz. Nie możesz analizować każdej drobnostki. Co było nie wróci. Przeszłość jest przeszłością. Zostaw już ją za sobą.

- A ty zostawiłeś?

- Staram się za to ty widzę, że ciągle analizujesz jakbym znaczył dla ciebie więcej niż sama chcesz się do tego przyznać. To ty zdecydowałaś o wszystkim.

- Ja zdecydowałam?

- A kto? Kto postanowił wszystko zostawić i uciec? Nie dałaś mi nawet dość do słowa!

- To ty naskoczyłeś na mnie jakbym nie wiadomo co zrobiła.

- Bo myślałem, że się znowu pomyliłem.

- Pomyliłeś?

- Tak, że się znowu pomyliłem i, że jesteś taka jak wszystkie... lecisz na moją kasę a udajesz, że tak nie jest a do tego spotykasz się z kim popadnie.

- Po tym co powiedziałeś to powinnam ci przyłożyć wiesz? 

- I należałoby mi się. Przyznaję bez bicia. 

- A co uważasz teraz?

- Że od początku miałem rację.

- Czyli?

- Nie obchodzi cię zupełnie to co mam i to co robię. No może to źle zabrzmiało.. Ale dla ciebie liczy się to jaki jestem. Ten prawdziwy.

- To chyba jednak mnie trochę przeceniasz.

- Mówisz to co myślisz, nie udajesz. 

- Jesteś pewien?

- Nigdy nie bałaś się mi wygarnąć.

- Ahaha tutaj trafiłeś w punkt. Ale gdybym wiedziała, że jesteś moim szefem zachowywałabym bym się inaczej.

- Czyli miałem pecha czy szczęście?

- Nie wiem, to już ty musisz ocenić.

- Wika jeśli zrobiłem coś kiedyś nie tak to przepraszam. Naprawdę chciałbym żebyśmy byli przyjaciółmi jeśli to możliwe. 

- Wiesz, że nie.

- Dlaczego? 

- Ciesz się, że Marco w ogóle akceptuje, że dla ciebie pracuje.

- Marco i Marco. Co on mnie obchodzi. Nie lubię gościa.

- I on ciebie z wzajemnością.

- No to coś mamy jasne. Ale nie wierzę, że ty się go słuchasz i przez jego niechęć zmarnujemy naszą przyjaźń.

- Po pierwsze, pracuje dla ciebie więc robię to na co mam ochotę. Po drugie nie wtrącaj się w naszą relację a po trzecie naprawdę uważasz, że my możemy się przyjaźnić? 

- A czemu nie?

- Nigdy więcej nic nie zajdzie? Jesteś siebie pewien?

- Chyba istnieje przyjaźń damsko męska nie? 

- Jakoś przestałam w nią ostatnio wierzyć.

- Czy ty nie chcesz przypadkiem powiedzieć, że ty się boisz nie mnie a siebie?

- Niczego takiego nie powiedziałam.

- Powiedziałaś!

- Nie! Ja to tak zrozumiałem.

- I widzisz? Próbujesz mi coś udowodnić. Jestem z Marco i to się nie zmieni. 

- Wyciągasz zbyt pochopne wnioski.

- To ty coś insynuujesz. 

Karl zaparkował samochód na parkingu.

- Dobrze, że już dojechaliśmy. Przynajmniej skończymy ten temat. 

- Wika sama dobrze wiesz, że to co powiedziałem jest prawdą i tylko dlatego tak bardzo cię to wkurza. 

Wika wysiadła z samochodu i nic już nie odpowiedziała. 

Weszli do restauracji a klienci czekali na niż już przy stoliku. Rozmowy szły gładko. nowi klienci okazali się bardziej sympatyczni niż Wika się tego spodziewała. Do tego okazało się, że ojciec Karla i syn właściciela firmy znali się w przeszłości co też doprowadziło do kilku wtrąceń z dzieciństwa a atmosfera była jeszcze milsza. Nie czuć było, że to spotkanie biznesowe dzięki czemu Wika się odstresowała i wyluzowała.

Po obiedzie udali się wszyscy razem oglądać inwestycję i w końcu przeszli do negocjacji, które okazały się raczej przytakiwaniem na propozycje przedstawiane przez Wikę. Właściwie obyło się bez zbędnych pytań i klienci oprócz jednej zmiany zaakceptowali projekt. 

Od razu na miejscu nastąpiło symboliczne podpisane kontraktu a potem wszyscy razem udali się na drinki aby to uczcić. 


----------------------------------------------


On Sunday they had so much fun that it was hard to say goodbye. But the vision of going to work brought them all back to reality. They broke up well after two in the morning only because they knew they wouldn't make it through another day if they took it longer.

However, Tom took his time and finally stayed overnight at Wiki and Marco's and slept on the couch in the living room.

When Wika left for work, however, he was already on his feet.

- I heard you getting up. I made you coffee.

- So now I have two to serve?

- Yes, occasionally. Thanks for yesterday. I must have distanced myself a bit from everything. If you can distance yourself from something like that in such a short time.

- I think it will come back to you more than once.

- I hope it ends for now.

- Do you think you can forget once two after so long? I can't believe you are so without feeling anymore. Not after what you told me earlier at the office.

- I didn't need to reveal myself.

- If you hadn't discovered yourself, you wouldn't be here yesterday.

- Did I pulsate with it?

- You see how easy it is to break into my favors ?!

- To be a wimp?

- Have feelings!

- Isn't that the same?

- How do you think. I'm disappearing, get Marco out of bed as much as you can or he's going to be late for work. I'll see you at the office Wednesday.

- Will you be gone tomorrow?

- My boss gave me time off after the delegation.

- How kind of him.

- All the best for employees like us!

- Good luck, Wika!

- Keep your fingers crossed that we sign this contract!

- I believe in you!

- Thanks and see you!

Wika ran out of the house in a hurry to catch the tram. Fortunately, he drove almost to her office door. As soon as she arrived, she quickly got down to the documents and read all the information.

Beatriz and Bill sat quietly in their corner and Cloe was transmitting on the phone all the time. Wika wondered if she was working or taking care of her own affairs, or just gossiping with her friends.

At last, it was time to travel and Wika started getting ready to leave. She ran into Karl at the office door.

- I made it!

- Do you have anything else for me?

- No, I'm taking you to a meeting.

- Didn't you have something important?

- I had one but it was done. Thanks to this, I can go with you and you will not be alone.

- Karl, we were dating.

- Stop it, Wika. It's a business trip. Full professionalism.

- I assume I have no other choice.

- The boss ordered, the boss is listened to.

- What about tickets?

- Cloe canceled everything.

- So she knew about it before?

- Just a little earlier than you. At worst, I would pick you up at the station.

- What a deep plan.

- You have that sense.

 As they left the building, Wika clearly saw the surprised, surprised, and incomprehensible faces of the other employees, especially anger or something similar to Cloe's. Anyway, she barely came to Wika's office had the impression that she was ignoring her. She understood now that it might be because of Karl.

They rode in silence most of the time, listening only to the music on the radio.

- Are you mad at me?

- Bad? No.

- Then why are you silent?

- I don't know what to talk to you about or how.

- When we got to know each other, we had a lot of topics.

- Then the situation was a bit different.

- I don't see anything new here. I was your boss and I am your boss.

- You know that a lot has happened in the process.

- You're exaggerating, Wika. You can't analyze every little detail. What was there will not come back. The past is the past. Leave her behind.

- And you left?

- I am trying to do it but you can see that you are constantly analyzing as if I meant more to you than you want to admit yourself. You decided everything.

- Have I decided?

- Who if not you? Who decided to leave everything and run away? You didn't even give me enough to say!

- You jumped at me as if I didn't know what she did.

- Because I thought I was wrong again.

- You made a mistake?

- So that I made a mistake again and that you are like everyone else ... you go to my money and you pretend that it is not and you meet with whom you fall.

- After what you said, I should have hit you, you know?

- And I should. I admit without hitting.

- What do you think now?

- That I was right from the beginning.

- Which?

- You don't care what I have and what I do. Well, maybe it sounded bad. But what matters to you is who I am. The real one.

- I guess you overestimate me a bit.

- You say what you think, you don't pretend.

- Are you sure?

- You were never afraid to grab me.

- Ahaha here you hit the point. But if I knew you were my boss, I would have acted differently.

- So I was unlucky or lucky?

- I don't know, you have to judge.

- Wika, if I did something wrong in the past, I'm sorry. I really wish we were friends if possible.

- You know you don't.

- Why?

- Be glad Marco accepts that he works for you at all.

- Marco and Marco. What does he care about me? I don't like the guy.

- And he reciprocates you.

- Well, we have something clear. But I cannot believe that you are listening to him and that we are wasting our friendship because of his reluctance.

- First of all, I work for you so I do what I want. Secondly, don't interfere with our relationship and thirdly, do you really think we can be friends?

- And why not?

- Will nothing ever happen again? Are you sure of yourself?

- I guess there is a male and female friendship, no?

- Somehow I stopped believing in her lately.

- Don't you want to say that you are afraid of yourself, not me?

- I didn't say anything like that.

- You did!

- No! That's how I understood it.

- And you see? You're trying to prove something to me. I'm with Marco and that won't change.

- You're jumping to conclusions too quickly.

- You are implying something.

Karl parked the car in the parking lot.

- It's good that we got here. At least we'll finish this topic.

- You know very well that what I said is true, and that's the only reason why it pisses you off.

Wika got out of the car and said nothing.

They entered the restaurant and customers waited for them already at the table. Conversations went smoothly. new clients turned out to be more friendly than Wika expected. In addition, it turned out that Karl's father and the son of the owner of the company knew each other in the past, which also led to some childhood inclusions and the atmosphere was even nicer. You did not feel that it was a business meeting, thanks to which Wika de-stressed and relaxed.

After lunch, they all went to watch the investment together and finally proceeded to negotiations, which turned out to be rather nodding at the suggestions presented by Wika. Actually, there were no unnecessary questions and the customers, apart from one change, accepted the project.

Immediately there was a symbolic signed contract and then everyone went for drinks together to celebrate it.

Komentarze

Popularne posty