Rozdział XLVII
Rano Wika spotkała się z Karlem na śniadaniu i krótko po tym wyjechali w drogę powrotną. On spieszył się na zajęcia z rosyjskie a ona chciała być jak najszybciej w domu. Oboje nie wiedzieli jak mają rozmawiać. Jakby ta bariera dostatnich słów wypowiedzianych przez Karla zmieniła dystans pomiędzy nimi. Milczeli przez większość czasu wrzucając tylko jakieś krótkie wstawki o pogodzie i sprawach służbowych. Gdy już podjeżdżali pod dom Wiki się odezwała.
- Powiem mu.
- Co?
- Że byłeś ze mną.
- Przecież wie dobrze, że miałem się do ciebie przyłączyć pod koniec negocjacji.
- Ale nie to, że jechaliśmy razem i, że byłeś tam ze mną cały czas.
- I, że spaliśmy w jednym hotelu i piliśmy razem drinki?
- yhmm...
- Pominiesz szczegóły?
- Jakie szczegóły? Powiem prawdę.
- Okroją o szczegóły.
- Wątpię, że będzie się o cokolwiek pytał.
- Zdziwisz się.
- Za bardzo go osadzasz. Nie bądź tak negatywny. Może kiedyś usiądziemy wszyscy razem i się będziesz z tego śmiał?
- Wątpię ale niech ci będzie.
- Nie masz żadnego konkretnego powodu, żeby go nie lubić.
- Mam.
- Jaki?
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Po prostu nie lubię gościa i tyle.
- On nie jest twoją konkurencją.
- Nie zamierzam być niczyją konkurencją. Firma to co innego. Życie osobiste to co innego. W pracy można konkurować w życiu nie.
- Nie możesz go nie lubić bo z nim jestem.
- A on dlaczego mnie nie toleruje?
- Bo czuje się zagrożony?
- Czyli czuje to samo co ja.
- A co takiego ty czujesz?
- Że gdybyś miała czas na przemyślenia to drugi raz byś się nie zdecydowała tak pochopnie na zamieszkanie z nim.
- A tu się akurat mylisz. Zrobiłabym to jeszcze raz. Dzięki temu dużo się o sobie dowiedziałam.
- Na przykład czego?
- Na przykład tego, że lubię ryzykować.
- Z Marco ryzykujesz?
- Tak trochę. Gdyby nie on pewnie wróciłabym już do kraju. Nie byłoby mnie tutaj dzisiaj.
- I tak zaproponowałbym ci tą pracę.
- Ale mogłabym jej nie przyjąć.
- Żałujesz?
- Nie. Podoba mi się. Naprawdę. Ekipa jest super ale nie wiem czy to jest to co chce w życiu robić. I gdybym była już wtedy w domu nie wiem czy dałabym Holandii drugą szansę.
- Ale jednak coś cię tu zatrzymało.
- Siła wyższa.
- Marco ma jednak siłę przekonywania.
- Dlaczego Marco? Ty nic nie wiesz?
- Coś mi umknęło? Czy ktoś?
- W dzień wyjazdu zemdlałam. Marco złapał mnie w ostatniej sekundzie. Nie zdążyłam już na samolot. Zresztą byłam nie przytomna więc nie miałam nic do gadania.
- Ale wszystko w porządku? Coś jest nie tak? Nic nie wiedziałem.
- Osłabienie, stres, zaniedbanie. Starość.
- Taaa... Stara się odezwała.
- Czyli nie muszę się martwić?
- Nie. Skończyło się na kilku tabletkach.
- Powiem ci, że mnie podbudowałaś.
- Podbudowałam? Niby czym?
- Nie zostałaś dla Marco tylko dla siebie.
- Raczej życie za mnie zdecydowało.
- Ja to widzę inaczej. Jesteśmy na miejscu.
- Tak, do zobaczenia jutro w pracy. Chyba, że masz jakieś prywatne sprawy.
- Ahaha tylko się nie wygadaj!
Gdy Wika wychodziła z samochodu z jej domu wychodziła Cloe. Oboje z Karlem spojrzeli po sobie z zaskoczonymi minami. Gdy ta ich zauważyła jakby nigdy nic od razu podeszła do samochodu.
- Ooo nasze pracusie wróciły z delegacji.
- Cześć Cloe. Co ty tu robisz?
- Wpadłam na Marco i Toma na zakupach i tak jakość wyszło, że odprowadziłam ich do domu?
- Na zakupach? Do domu? Tak z rana?
- Za dużo pytań zadajesz Wika. Wybaczcie ale spieszę się do biura.
- O ile wiem nie miałaś dziś wolnego. - Rzucił jej Karl.
- Wszystko mam pod kontrolą szefie. Zresztą ty wiedzę, że też. - I odeszła jakby nigdy nic zostawiając pozostałą dwójkę z jeszcze większym zaskoczeniem.
- Rozumiem, że z nią sypiasz ale nie musiałeś od razu przyjmować takiej idiotki do pracy. - Powiedziała Wika z irytacją w głosie. - Do zobaczenia jutro w biurze, szefie. - Weszła do domu pozostawiając go bez możliwości odpowiedzi.
Gdy weszła do domu zastała istne pobojowisko. Rzeczy rozrzucone po całym salonie i kuchni. Puste opakowania.
- Wika? Już jesteś? - Tom zaskoczony stał przy zlewie i zmywał naczynia.
- Co tu się stało?
- Już sprzątam. Zaraz będzie czysto jakby nigdy nic.
- Nigdy nic?
- O Wika! Tak szybko wróciłaś?
- Marco? Czemu nie jesteś w pracy?
- To moja wina. - Dodał Tom. - Trochę moje wylewanie żali na życie przeszło granice.
- Ty masz swoje powody ale Marco? Nie powinieneś już od trzech godzin być w pracy?
- Wziąłem wolne.
- Świetnie. Posprzątajcie to. I co tu robiła Cloe?
Oboje zamilkli. Patrząc jeden na drugiego.
- Spotkaliśmy ją wczoraj na zakupach.
- Wczoraj? Była tu od wczoraj?
- Nie.. znaczy...wpadliśmy na nią w sklepie i poszliśmy na drinka. Namówiła nas a potem zrobiło się późno i jakoś wylądowaliśmy wszyscy tutaj. - Tłumaczył się Marco.
- Dlaczego akurat Cloe?
- A dlaczego nie?
- Tom przecież ty jej nawet nie tolerujesz?! O co tu w ogóle chodzi? Piliście wczoraj cały dzień? Wygląda jakby przeszła trąba powietrzna.
- To moja wina. - Wziął wszystko na siebie Tom. - Marco chciał tylko mi pomóc jak to kumplowi.
- Tom. Nie tłumacz go. Zabalowaliście ok. Nie mam o to pretensji. Ale Cloe?
- Ty mogłaś pojechać z Karlem a ja nie mogę się spotkać z Cloe?
- Nie porównuj tych dwóch sytuacji!
- A niby czemu nie? Ty jedziesz gdzieś z obcym facetem ja się spotykam z koleżanką.
- To był wyjazd służbowy idioto! Nie pojechałam tam się bawić w przeciwieństwie do was.
- Tak? To dlaczego nie powiedziałaś, że jedziecie tam razem? Że będziecie spać w jednym hotelu?
- Ty słyszysz w ogóle co mówisz? Nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, że pojedziemy razem ani nawet o hotelu jak tak bardzo chcesz wiedzieć. Może zanim cokolwiek osądzisz to pomyślisz?
- Ja nie mogę osądzać a ty możesz mi wyrzucać Cloe?
- Ja byłam tam służbowo! A ty byłeś z Cloe! Jakbyś nie wiedział jaka jest.
- No jaka?
- Teraz będziesz ja bronić przede mną?
- Nikogo nie bronię.
- Wiesz co? Karl miał rację. A tak cię przed nim broniłam.
- Rozmawiałaś z nim o nas?
- Wyobraź sobie, że tak.
- I co? Nastawił cię przeciwko mnie?
- A wyobraź sobie, że nie. Ale miał rację, że nie powinnam podejmować żadnych decyzji zanim nie będę niczego pewna. - Ruszyła schodami do góry.
- Wika, zaczekaj. - Krzyknął za nią Tom. - Przepraszam, że tak wyszło. Ogarnę to i uciekam do siebie.
- Nic nie zrobiłeś. I zostań jak długo chcesz. Wiesz, że mi to nie przeszkadza.
- Głupio mi tak wtrącać się w wasze życie.
- Jesteśmy chyba przyjaciółmi nie? Nie musimy przed sobą nic ukrywać.
- Ale i tak mi głupio tego słuchać. Powinniście to załatwić miedzy sobą.
Wika chwilę stała nic nie odpowiadając po czym zeszła z powrotem na dół. Ściągnęła pierścionek z ręki i powiedziała.
- Teraz dopiero będziesz świadkiem czegoś czego może nie powinieneś. A ty Marco jeśli chcesz to naprawić postaraj się bardziej. Wiesz co mnie najbardziej drażni? Od początku nie podobała ci się moja znajomość z Karlem mimo, że wiedziałeś wszystko. Wiedziałeś o przebiegu każdego spotkania i rozmowy. Mówiłam ci o tym, żeby być szczerą a ty mi nie ufasz. A może to to, że ty nie ufasz sobie? I ty w takiej sytuacji być wykorzystał sytuację?
Marko stał jakby go zatkało.
- Nic nie powiesz? Zabrakło ci w końcu słów? Pięknie. Posprzątajcie to i zostawcie mnie już dzisiaj w spokoju. - Po czym obróciła się na pięcie i wyszła zostawiając ich oboje w milczeniu.
----------------------------------------------
In the morning Wika met Karl for breakfast and shortly after that they went back. He was in a hurry to take Russian lessons and she wanted to be home as soon as possible. They both didn't know how to talk. As if this barrier of affluent words spoken by Karl had changed the distance between them. They were silent most of the time just posting some short inserts about the weather and business matters. When they were already approaching the Wiki's house she spoke up.
- I'll tell him.
- What?
- That you were with me.
- She knows very well that I was supposed to join you at the end of the negotiations.
- But not that we were going together and that you were there with me all the time.
- And that we slept in the same hotel and had drinks together?
- hmm ...
- Will you skip the details?
- What details? I'll tell the truth.
- Till the details.
- I doubt he'll ask you anything.
- You will be surprised.
- You put him too much. Don't be so negative. Maybe someday we all sit down together and laugh at it?
- I doubt it, but let it be.
- You have no specific reason not to like him.
- I have.
- What?
- You don't need to know everything. I just don't like the guy, that's it.
- He's not your competition.
- I'm not going to be anyone's competition. The company is different. Personal life is different. At work, you can't compete in life.
- You can't dislike him because I'm with him.
- And why doesn't he tolerate me?
- Because he feels threatened?
- So it feels the same as me.
- What do you feel?
- That if you had time to think, you would not have decided to move in with him a second time.
- And here you are wrong. I would do it again. Thanks to this, I learned a lot about myself.
- Like what?
- For example, I like to take risks.
- Are you taking a risk with Marco?
- A bit. If it wasn't for him, I would probably have returned to Poland. I wouldn't be here today.
- I would offer you this job anyway.
- But I might not accept it.
- You regret it?
- No. I like. Really. The crew is great but I don't know if that's what they want to do in life. And if I were at home then, I don't know if I would give the Netherlands a second chance.
- But something stopped you here.
- Higher power.
- Marco, however, has the power of persuasion.
- Why Marco? You do not know anything?
- Did I miss something? Anyone?
- On the day we left, I passed out. Marco caught me in the last second. I did not make the plane anymore. Anyway, I was unconscious so I had nothing to say.
- But are you okay? Something is wrong? I knew nothing.
- Weakness, stress, neglect. Old age.
- Yeah ... She tries to speak.
- So I don't have to worry?
- No. I ended up with a few pills.
- Let me tell you, you made me up.
- Did I build? Kind of what?
- You didn't stay for Marco just for yourself.
- Rather, life decided for me.
- I see it differently. We are there.
- Yes, I'll see you at work tomorrow. Unless you have any private affairs.
- Ahaha just don't talk!
When Wika was leaving the car, Cloe would leave her house. He and Karl looked at each other with puzzled expressions. When she noticed them as if nothing had happened, she immediately went to the car.
- Ooh, our workers returned from the delegation.
- Hi Cloe. What are you doing here?
- I ran into Marco and Tom while shopping and the quality turned out to be that I walked them home?
- On shopping? To home? Yes in the morning?
- You ask too many questions, Wika. Sorry, I'm in a hurry to the office.
- As far as I know, you didn't have a day off. Karl threw her.
- I've got everything under control, boss. Anyway, you know that too. And she walked away as if nothing had happened, leaving the other two with even more surprise.
- I understand that you sleep with her, but you didn't have to hire such an idiot to work right away. Wika said with irritation in her voice. - See you at the office tomorrow, boss. - She entered the house leaving him with no answer.
When she entered the house, she found a real mess. Stuff is scattered all over the living room and kitchen. Empty packages.
- Wika? Are you already Surprised, Tom was standing at the sink washing the dishes.
- What happened here?
- I'm already cleaning up. Soon it will be clean as if nothing had happened.
- Never anything?
- Oh Wika! Are you back so soon?
- Marco? Why aren't you at work?
- It's my fault. - Tom added. - My pouring out of regrets on my life has gone beyond the limits.
- You have your reasons but Marco? Shouldn't you be at work for three hours?
- I took the day off.
- Great. Clean it up. And what was Cloe doing here?
They both fell silent. Looking at each other.
- We met her yesterday while shopping.
- Yesterday? Has she been here since yesterday?
- No ... I mean ... we ran into her at the store and went for a drink. She talked us into it and then it got late and somehow we all ended up here. Marco explained.
- Why Cloe?
- And why not?
- Tom, you don't even tolerate her?! What is this all about? Did you drink all day yesterday? It looks like a whirlwind has passed.
- It's my fault. - Tom took it upon himself. - Marco just wanted to help me like this buddy.
- Tom. Don't defend him. You've done a good job. I have no complaints about that. But Cloe?
- You could go with Karl and I can't meet Cloe?
- Don't compare those two situations!
- Why not? You're going somewhere with a stranger, I'm meeting a friend.
- It was a business trip, you idiot! I didn't go there to play, unlike you guys.
- Yes? Then why didn't you say you were going there together? That you will sleep in the same hotel?
- You hear what you say? I didn't know, I had no idea we were going together or even about the hotel how much you want to know. Maybe before you judge anything you will think about it?
- I can't judge and you can throw me out of Cloe?
- I was there on business! And you were with Cloe! As if you don't know what it is like.
- What?
- Now will you protect me from me?
- I'm not defending anyone.
- You know what? Karl was right. And that's how I defended you against him.
- Did you talk to him about us?
- Imagine that.
- And what? Did he turn you against me?
- Imagine not. But he was right that I shouldn't be making any decisions until I was sure. She started up the stairs.
- Wika, wait. Tom shouted after her. - I'm sorry it turned out that way. I get it and run away to myself.
- You have done nothing. And stay as long as you like. You know it doesn't bother me.
- I feel stupid to interfere in your life so much.
- We're friends, aren't we? We don't have to hide anything from ourselves.
- But I feel stupid to listen to anyway. You should do it together.
Wika stood for a moment without answering, then went back downstairs. She took the ring off her hand and said.
- Now you will witness something that maybe you shouldn't. And you, Marco, if you want to fix it, try harder. Do you know what irritates me the most? You didn't like my acquaintance with Karl from the beginning, even though you knew everything. You knew about the course of each meeting and conversation. I told you to be honest and you don't trust me. Or is it that you don't trust yourself? And you in such a situation be taken advantage of the situation?
Marko stood as if he was choked.
- You will not say anything? Have you run out of words? Beautiful. Clean it up and leave me alone today. Then she turned on her heel and left, leaving them both silent.

Komentarze
Prześlij komentarz